sobota, 20 grudnia 2014

Na ostatni moment

Czasu brakuje, a chciałam przed Świętami wymyślić jakiś przepis na paszteciki z kapustą i grzybami, aby mogły nam one zastąpić uszka do barszczu. 

Pewien pomysł podsunęła mi wypowiedź pani Barbary w komentarzach do bloga "Zdrowiej z SCD". Napisała ona, że piecze paszteciki na tej zasadzie, że robi takie samo ciasto jak do szarlotki SCD (podaję link do bloga Magdy, strona z przepisem na szarlotkę), pomijając jedynie miód. Wypełnia ciasto farszem i piecze, a po ostudzeniu kroi na kawałki i podaje z barszczem. 

Miałam nadzieję, że jeżeli da się stworzyć coś takiego, to równie łatwo będzie z podobnego ciasta zrobić zamknięte paszteciki, czyli takie, że na dole ciasto, w środku farsz i na górze ciasto.

Przepis z szarlotki stał się dla mnie bazą i na jego podstawie próbowałam trzykrotnie różnych kombinacji składników do ciasta, aby wyszło idealne. Niestety. Wychodzi smaczne, paszteciki są ładne i gdy są zimne wszystko jest w porządku. Jednak po podgrzaniu, zaczynają się rozpadać. Hmm.. Pokażę Wam, jakie wyszły wizualnie, ale przepisu nie podam (gdyby ktoś jednak chciał to piszcie w komentarzach), no bo trzeba nad nim jeszcze poprocować, a ja przed Świętami już nie zdążę. 



Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Metodą prób i błędów ciasto to doprowadziło mnie to wymyślenia bardzo przyjemnych ciasteczek korzennych. Upiekłam je wczoraj w nocy i teraz czekają w tajemnicy na Święta. Jedna więcej atrakcja dla Kacperka:)


Oto przepis:

SCD CIASTKA KORZENNE (etap 3)

2 szkl mąki kokosowej
1/2 szkl mąki migdałowej
1/2 szklanki roztopionego masła klarowanego
1 jajko
2-3 kopiate łyżki miodu
 1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cynamonu
1 cm startego imbiru
1/4 łyżeczki kardamonu
1/2 łyżeczki mielonych goździków
opcjonalnie: 1 łyżka ekstraktu pomarańczowego (robi się go tak samo jak waniliowy)

Wszystkie składniki wyrabiamy na jednolite ciasto, rozpłaszczamy dłonią na macie silikonowej i wycinamy ciasteczka. Nie sądźcie, że pójdzie tak łatwo, jak ze zwykłym ciastem kruchym. Będą się trochę rozpadać, więc trzeba być bardzo ostrożnym, mieć czas i cierpliwość. Pomagała mi przy tym kuchenna metalowa szpachelka i mnóstwo dobrego humoru:) Po upieczeniu ciastek w  temperaturze 180 C przez 6 -10 minut w zależności od ich wielkości (do przyrumienienia) i wystudzeniu, są zwarte i ładnie trzymają kształt. Bardzo smaczne.

Przy okazji podpowiem Wam, że warto sobie nastawić ekstrakty z pomarańczy, cytryn, limonek, wanilii, która już znacie, a także kawy. Wyszorowane i sparzone wrzątkiem skórki z powyższych owoców okrawamy z białego albedo i kroimy na drobne paseczki. Zalewamy wódką, podobnie robimy z ziarnami ulubionej kawy. Zamykamy w zamkniętym słoiczku lub butelce. Od czasu do czasu wstrząsamy. Po okolo dwóch miesiącach przechowywania w ciemnym, spokojnym miejscu, ekstrakt nabierze aromatu i będzie gotowy do użycia. 

Jak tam Wasze przygotowania? Ja mam gości na Wigilii i pracy bardzo dużo przed sobą. Postanowiłam zrobić dwie wersje jedzenia, dla nas tradyycyjną, a dla Kacperka SCD, ale takie, aby jak najbardziej przypominało to, co my jemy. 

Dużo, bardzo dużo o Was myślę, bo wiem, że dla wielu z Was będą to pierwsze święta na diecie, a więc jeszcze trudniejszy czas.
Bardzo ciekawi mnie jak Wy planujecie święta, napiszcie o tym jakie macie plany i jak zamierzacie rozwiązać sprawę menu.

Można zrobić barszcz naturalnie, ryby zjeść bez panierki lub w formie galarety jak ta z halibuta:


 Lub też smażonego lub pieczonego fileta w sosie śliwkowym: 


A nawet spróbować zrobić paszteciki jak te, które proponowała pani Barbara czy zjeść śledzie na wiele sposobów zgodnych z dietą, choćby te z poprzedniego postu.


Myślę, że jednak najważniejsze jest to, abyśmy spędzili te Święta nie koncentrując się na przyziemnych problemach, lecz z rodziną, w zdrowej, spokojnej atmosferze pełnej miłości, akceptacji  i szczęścia, czego z całego serca Wam życzę:) 






niedziela, 14 grudnia 2014

Karmelkowe pralinki

Przeglądając przepisy z książki Danielle Walker i trochę też myśląc już powoli o Świętach, znalazłam przepis na sos karmelowy, który zainspirował mnie do wymyślenia tych przepysznych pralinek. Chciałabym, aby w te Święta Kacperek nie odczuł jakiegoś braku, niedosytu, tęsknoty za pysznościami. Dla każdego jest to przecież czas szczególny i chcemy go spędzić najpiękniej jak się da.


Pralinki są bardzo dobre i śmiało zastąpią czekoladki. Nie wiem czy już tak pozmieniały mi się smaki, ale wydają mi się nawet dużo smaczniejsze.

Jako bazy do pralinek użyjemy dokładnie tego samego przepisu, co na batoniki granola. Kiedy połączymy już wszystkie składniki w jednolitą masę, musimy upchać ją do silikonowych foremek takiego typu: 


Wypełnijcie dokładnie masą miejsca na pralinki, dociśnijcie lekko. Pieczcie tak samo jak batony, w 180 C około 20 minut.  

Nie wyciągając z foremek, wystudźcie je, po czym wsadźcie na noc do lodówki (cały czas w foremkach). 

Następnego dnia po wyjęciu z foremek będą wyglądać tak:



Zróbcie sos karmelowy według poniższego przepisu i kiedy po kilku godzinach zgęstnieje stygnąc, posmarujcie nim dokładnie każdą pralinkę, a następnie znowu włóżcie do lodówki. Musimy upewnić się że sos na nich zastygnie, a najszybciej odbywa się to w lodówce. Jeżeli chcecie by były obficie pokryte sosem, to trzeba 2-3 krotnie smarować je i po każdej kolejnej warstwie wsadzać do lodówki do stężenia.

SOS KARMELOWY (etap 2)

100 ml jasnego miodu
1 1/2 łyżki masła klarowanego
100 ml mleka kokosowego
1/2 łyżeczki soli


W garnuszku o grubym dnie, podgrzewaj miód od 5-7 minut od zagotowania, mieszając okazjonalnie. Kiedy nabierze ciemno bursztynowego koloru, wyłącz i dodaj do niego pozostałe składniki. Wymieszaj dokładnie i dalej gotuj na małym ogniu przez kolejne 15 minut. Sos początkowo będzie lejący się i płynny, w miarę stygnięcia będzie gęstniał. 

Gdyby jednak tak się nie stało, to znaczy, że zbyt krótko podgrzewałaś miód i nie zdążył się skarmelizować. W takim przypadku podgrzej go z powrotem i jakiś czas jeszcze podgotuj. Uważaj żeby nie przesadzić z czasem, bo karmel zamieni się w kamień:) 

Taki sos można przechowywać według autorki w lodówce do dwóch tygodni (u mnie stoi już miesiąc i wciąż jest pyszny i świeży). Można wykorzystać go do polewania lodów i deserów.

Można na bazie śmietany kremówki zrobić jogurt SCD (przy autyźmie uważać, bo zawiera kazeinę),  gotowy dosłodzić  miodem, ubić jak bitą śmietanę, połączyć z żelatyną i sosem karmelowym i mamy świetną masę do tortów - a na blaty do torta można użyć upieczonych na okrągło placków migdałowych.
Doszło do mnie, że ten opis jest niezrozumiały dla Was, więc jeszcze raz: jogurt SCD robimy używając zamiast mleka śmietany kremówki. Czyli śmietana plus starter. Postępujemy według reguły robienia jogurtu. Po 24 godzinach śmietanowy jogurt schładzamy bardzo mocno (na noc do lodówki) i ubijamy na bitą śmietanę, dosładzając do smaku miodem i dodając pod koniec rozpuszczoną w niewielkiej ilości ciepłej wody żelatynę (stopniowo, nie wszystko na raz).

Tym razem jednak wykorzystałam go jako polewę do pralinek i wyszło niebo w gębie:) Śmiało mogę powiedzieć, że to wspaniałe Bożonarodzeniowe pralinki:)



wtorek, 9 grudnia 2014

Śledzie w kilku odsłonach oraz przepis na jogurt z mleka orzechowego

Dzisiaj bedzie kilka przepisów na śledzie. Święta zbliżają się do nas wielkimi krokami, więc najwyższa pora  pomyśleć o tym, co podamy.

Na SCD nagle okazuje się, że większość potraw, do ktorych byliśmy co roku przyzwyczajeni, nie nadaje się teraz do zjedzenia. Postaram się zaproponować Wam przed Świętami kilka smacznych propozycji. Może znajdziecie coś, co się Wam spodoba.

Przyznam, że całe lata przechodziłam koło śledzi z niechęcią. Były dla mnie zbyt intensywne w smaku, wręcz odpychające. Człowiek jednak dojrzewa, zmieniają się preferencje. Od kilku lat jem je okazjonalnie, a czasem złapie mnie faza na śledzia i przez tydzień, dwa napycham się nimi do bólu:)

Najczęściej robię śledzie po kaszubsku, w słodkokwaśnym sosie pomidorowym. Są bardzo przyjemne i gdy poleżą dwa dni przed podaniem i zdążą sie porządnie przegryźć nabierają wspaniałego smaku. 

Podam Wam trzy przepisy. Te dwa pozostałe podesłała mi Monika:) - dziękujemy:)

SCD ŚLEDZIE PO KASZUBSKU (etap 5)

6 filetów śledziowych typu matiasy
2 cebule
oliwa z oliwek
1/2 butelki passaty pomidorowej (takiej jak tu)
1 łyżeczka miodu
1,5 łyżki octu
2 garści rodzynek
10 suszonych śliwek
2 ogórki kiszone
sól, pieprz
1 łyżeczka majeranku
1/2 łyżeczki chili

Śledzie namaczamy przez 12 godzin zmieniając wodę trzykrotnie (do ostatniej wody dodajemy 1/2 łyżeczki octu). Cebulę kroimy w piórka i podsmażamy na małym ogniu w dużej ilości oliwy (4-5 łyżek). Cebula ma się zeszklić, mocno zmięknąć. Na tym etapie dorzucamy rodzynki i pokrojone na małe kawałki śliwki suszone.


Po kilku minutach smażenia dodajemy pokrojone w kostkę ogórki.


Dalej podsmażamy i po około 5 minutach zalewamy wszystko passatą pomidorową. Dodajemy przyprawy, miód i ocet.
Kosztujemy. Chcemy otrzymac smak lekko słodki i  lekko kwaśny. W razie potrzeby doprawiamy.
Filety kroimy na małe kawałki i przekładamy gorącym sosem w wysokim naczyniu układając warstwy.




Po wystudzeniu przekładamy do lodówki. Śledzie powinny poleżeć przynajmniej dobę przed podaniem, jednak najlepsze są po 48 godzinach od zrobienia.  




SCD ŚLEDŹ DO GRECKU (etap 5)
Jeżeli pominiemy rodzynki etap 3



6 filetów śledziowych
3-4 marchewki
1 pietruszka
1/2 małego selera
1 średnia cebula
100 g rodzynek
1/2 butelki passaty pomidorowej
1/2 szkl oleju
3 łyżki octu
sól, pieprz do smaku

Śledzie namoczyć jak w przepisie powyżej. Marchew ugotować w całości, następnie zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Cebulę obrać i pokroić w drobne piórka. Podsmażać na lekkim ogniu, aby zrobiła się miękka i przeźroczysta. Dodać rodzynki (opcjonalnie), starte warzywa i passatę pomidorową. Doprawić solą, pieprzem i octem. Skosztować czy smakuje i ewentualnie poprawić. Wymieszać i zestawić z ognia. Śledzie odcedzić, dokładnie wytrzeć do sucha ręcznikiem papierowym i pokroić w centymetrowe paski. Dodać do wciąż ciepłych warzyw (w ten sposób śledzie łatwiej przenikną zapachami sosu) i wymieszać. Przykryć szczelnie i włożyć do lodówki. Gotowe są po 48 godzinach marynowania w lodówce.



SCD SAŁATKA ŚLEDZIOWA Z BURACZKAMI I FASOLĄ (etap 4 lub 5
w zależności od użytej fasoli
W przypadku zastąpienia fasoli marchewką etap 3




6 filetów śledziowych
4 ugotowane buraki
fasolę można zastąpić marchewką
1 cebula
2 ząbki czosnku
4 łyżki oliwy
sok z cytryny
szczypiorek i natka pietruszki

Śledzie pokroić w kostkę, po uprzednim namoczeniu (jak w poprzednich przepisach). Ugotowane buraki obrać i pokroić w kostkę, wymieszać z fasolką lub marchewką. Surową cebulę pokroić drobno i dodać do buraków. Czosnek obrać, rozetrzeć z oliwą i solą, wmieszać w sałatkę. Skropić sokiem z cytryny. Posypać posiekanym szczypiorkiem i natką. Zamiast sosu na bazie oliwy można dodać sos jogurtowy (4 łyżki jogurtu SCD + 1 łyżka majonezu SCD).

Osobiście, po zrobieniu tej sałatki, zastąpiłabym natkę pietruszki na cebulkę dymkę, a szczypiorek dała obowiązkowo. Mam też wrażenie, że z drugą wersją sosu sałatka byłaby jeszcze ciekawsza.


Znalazłam jeszcze jeden ciekawy przepis, tylko jeżeli zdecydujecie się go robić to podmieńcie sugerowany tam groszek konserwowy na mrożony. Oto link do tego przepisu.

Mamy 9 grudzień. Przypominam Wam, że to czas najwyższy, aby nastawić zakwas na barszcz czerwony, jeżeli podajecie go na Wigilię. Chyba nie chcecie podać śmieciowego barszczu z torebki/kartonu, koncentratu czy czego tam jeszcze? ;)

Ja 5 litrowy słój wypełniam do połowy pokrojonymi w plastry burakami, dodaję troszkę marchewki, pietruszki i selera, ale nie dużo. Wkładam do środka też 2 ząbki czosnku, zalewam do prawie pełna ciepłą, przegotowaną wodą, przykrywam lekko uchyloną przykrywką i wynoszę w ciepłe miejsce, aby zaczęło fermentować. Na tym etapie przypraw nie ma sensu jeszcze dodawać, wzbogacę nimi dopiero sam barszcz.
Po około dwóch tygodniach zakwas będzie gotowy, wtedy go przecedzam i wstawiam do lodówki, gdzie czeka na swoje użycie. Ważne, aby warzywa nie wystawały ponad powierzchnię wody, bo zaczną się psuć i zakwas spleśnieje. Tutaj obciążyłam je małym kamieniem:



Na koniec podaję obiecany przepis na jogurt z mleka orzechowego. Takiego jogurtu nie robimy w normalny sposób, ponieważ mleko orzechowe nie posiada laktozy, tak jak mleko krowie czy kozie. Laktoza jest tym czym żywią się bakterie tworzące jogurt. Musimy więc dostarczyć im inny pokarm, aby żywiąc się nim, przyrastały na ilość i przekształcały mleko orzechowe w dobroczynny jogurt.




SCD JOGURT Z MLEKA ORZECHOWEGO

1 litr mleka orzechowego
3 łyżeczki żelatyny bez dodatków
2 łyżki miodu
starter bakteryjny

W pół szklanki mleka orzechowego rozmieszać żelatynę i odstawić na 10 minut, aby napęczniała.
Pozostałe mleko podgrzać do temperatury 65 C. Zdjąć z ognia i rozmieszać w nim rozpulchnioną żelatynęi miód.
Ostudzić mleko do temperatury 43 C.
Dodać starter.
W dalszej kolejności postępujemy jak przy standardowym jogurcie SCD z mleka koziego lub krowiego.


Miód jest tym czym żywią się bakterie ze startera. Konieczne jest więc, abyście nie ograniczali ilości zawartej w przepisie.

Acha! Chciałam Wam pokazać, że w Extra Tesco znalazłam takie oto śliwki suszone bez dodatku żadnych konserwantów:


niedziela, 7 grudnia 2014

sobota, 6 grudnia 2014

Zupa fasolowa

Już dawno temu zmodyfikowałam tradycyjny przepis na zupę fasolową i jemy ją często w wersji SCD, a ja dopiero dzisiaj zorientowałam się, że tego przepisu jeszcze nie ma na blogu:)

Już biegnę nadrabiać zaległości:)


SCD Zupa Fasolowa etap 4
 (z wyjątkiem fasoli kidney - taka czerwona, lub czarnej, wtedy etap 5)


-500 g fasoli do wyboru, z tych dopuszczonych przez dietę  (klik!)
-2 cebule
-wkładka mięsna typu kość lub boczek pieczony, lub też wiejska naturalna kiełbasa (musimy być pewni procesu robienia kiełbasy)
-niewielka ilość oliwy z oliwek do podsmażenia cebuli lub tłuszcz, który się wytopi z boczku
-4 ząbki czosnku
-1 pęczek selera naciowego 
-6 marchewek
-2 pietruszki (korzeń)
-wywar SCD 3 litry
-przyprawy: sól, pieprz, majeranek, tymianek, cząber, kurkuma, chili

Fasolę namaczamy na noc, płuczemy i gotujemy w świeżej, osolonej wodzie do miękkości. 2/3 z tej ilości przeznaczamy na dodanie do zupy, a 1/3 miksujemy w małej ilości wody w której się gotowała, aby zagęścić nią docelowo zupę. 

Obieramy cebulę i wraz z boczkiem kroimy w kostkę. Podsmażamy w dużym garnku, w którym będziemy robić zupę. Następnie dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, podsmażamy jeszcze minutę i wyłączamy.

Teraz obieramy marchew, pietruszkę i myjemy seler. Warzywa ścieramy na tarce o grubych oczkach.

Przygotowane warzywa dodajemy do garnka z cebulą, podsmażamy jeszcze chwilkę i zalewamy wywarem SCD.

Dodajemy wszystkie przyprawy. Celowo nie podałam tu ilości, bo każdy doprawi według własnego smaku, jednak sugeruję nie pomijać żadnej z nich. Każda z podanych, świetnie podkreśla smak fasoli.


Dodajemy ugotowaną fasolę oraz zmiksowaną resztę fasoli do zagęszczenia zupy i gotowe!

***
Fasolę można zamienić na groch i będziemy mieć grochówkę.

wtorek, 2 grudnia 2014

Są i gofry:)

Ostatnio zupełnie nie znajduję czasu na bloga. Wiem. Wyszło nagle kilka spraw, które pochłaniają mój czas i moje myśli. Taki zagmatwany czas w życiu, kiedy następują znaczące zmiany, wybija mnie trochę z rytmu. Mam nadzieję, że nie odczuwacie jednak braku pomocy, w miarę możliwości staram się odpisywać na pojawiające się pytania.

W niedzielę rano miałam trochę więcej czasu, więc zrobiłam chłopcom SCD gofry z przepisu Danielle Walker.

Robiłam je po raz pierwszy i pomyślałam, że skoro naleśniki z jej przepisu wyszły takie dobre, to na pewno gofrom niczego nie będzie brakowało. Nie pomyliłam się. Są pyszne:)



SCD GOFRY (etap bazowo jest 3, natomiast będzie się zmieniał w zależności od tego jakich owoców użyjemy)

3 duże jajka ogrzane do temp pokojowej
100 ml mleka kokosowego
3 łyżki miodu
3 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)
1/2 łyżeczki SCD ekstraktu z wanilii
200 g mąki z nerkowców 
3 łyżki mąki kokosowej
3/4 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli
1/2 szkl wybranych owoców - tu: borówka amerykańska


Dzięki informacji od Dominiki podaję, że można 200 g mąki z nerkowców zamienić na 160 g mąki migdałowej:)

Maszynkę do robienia gofrów rozgrzewamy. Do blendera wkładamy wszystkie składniki oprócz owoców. Miksujemy na wysokich obrotach do czasu, aż wszystko ładnie połączy się na gładko. U mnie trwało to ponad minutę. 


Wylej powstałe ciasto do formy w maszynce, posyp owocami, zamknij wieko i piecz około minuty (czas zależy od mocy urządzenia) do czasu, gdy gofry dadzą się łatwo wyciągać widelcem i nabiorą pięknie złotego odcienia.  

Przetrzymuj je w ciepłym piekarniku do czasu, aż skończysz robić wszystkie i podawaj posypane ulubionymi owocami i gęstym mlekiem kokosowym.  

Mleko kokosowe robione w domu nigdy nie będzie takie gęste jak z puszki, dlatego do tego przepisu  - (mam na myśli mleko użyte do dekoracji gofrów, a nie to, które idzie do ciasta) lepiej jest użyć puszkowego (większość z nich nie spełnia wymogów diety SCD, ale tutaj macie namiar na dozwolone).

Puszkowe mleko kokosowe ma tendencję do rozdzielania się, jeżeli puszka leży dłużej, nie wstrząsana i ta cecha działa bardzo na naszą korzyść. Zbierzcie z wierzchu gęste mleko, prawie jak papka, a wodę pozostałą na dnie możecie użyć do dowolnego koktajlu owocowego.


Na zdjęciu powyżej widzicie Kacperka wcinającego wersję z borówką amerykańską i malinami, ale aby być bardziej w sezonie świetnie nadadzą się tu pokrojone na małe części mandarynki, banany, ananas lub winogrona, a latem można wykorzystać truskawki czy czereśnie, porzeczki, agrest i brzoskwinie.

Z proporcji do tego przepisu wychodzi 7 pojedynczych gofrów. Także na syte śniadanie dla 4 osobowej rodziny, sugeruję zrobić podwójne proporcje. Dobrej nocki:)


czwartek, 20 listopada 2014

SCD Fasolowe bułki Emilki

Przepis ten jest bardzo prosty. Robi się je szybciutko. Ja użyłam tu akurat foremek na muffinki, ale najlepsze byłyby okrągłe foremki do ciasteczek - niestety nie mam takich. Obecnie zbieram puszki po tuńczykach. Potrzeba takich około 15-tu. Będą świetnymi foremkami do wypieku bułeczek.

Ze względu na fasolę oraz rodzynki, jest to bardzo zaawansowany przepis na diecie, ale nie martwcie się, dojdziecie tam szybciej niż się zdaje, a wtedy przepis będzie jak znalazł.




SCD FASOLOWE BUŁECZKI EMILKI (etap 5)
(przepis Anna W.Purdum)

4 jajka
1 łyżeczkę sody
1/2 łyżeczki soli
niecałe 1/2 szkl rodzynek
1.5-2 szkl gotowanej zgodnie z zasadami diety*, dozwolonej na SCD fasoli

Do blendera wrzucamy  jajka, sodę, sól i rodzynki. Blendujemy na wysokich obrotach, do jak najdokładniejszego połączenia składników. Pod sam koniec dosypujemy fasoli (tutaj limeńska) i cały czas blendując sprawdzamy konsystencję. W razie potrzeby dosypujemy  więcej fasoli. Konsystencja ciasta ma być taka, jak gęste ciasto na naleśniki.

Piekarnik rozgrzewamy do 190 C, wypełniamy foremki ciastem do 3/4 wysokości:


i pieczemy około 20-25 minut. Po wyjęciu z piekarnika studzimy na ruszcie. Rosną ładnie, mają wyrazisty, ale przyjemny smak.



Tutaj akurat widzicie poranne śniadanie Kacperka czyli bułeczki Emilki z pasztetem wielkanocnym i ketchupem SCD.


Smacznego:)


* Fasola jest gotowana zgodnie z zaleceniami diety jeżeli: namoczymy ją na 12 godzin, a następnie wodę, w której się moczyła odlejemy, fasolę dokładnie przepłukamy i ugotujemy do miękkości w świeżej wodzie. 12 godzin musi być zachowane, nie może być przekroczone 30 godzin (wtedy staje się bardzo ciężka do strawienia). Pamiętajcie, że nie wszystkie fasole są dozwolone na SCD. Tutaj przeczytacie, które dieta dopuszcza.


sobota, 15 listopada 2014

Szybka zupa krem z zielonego groszku

SCD ZUPA KREM Z ZIELONEGO GROSZKU (etap3)


Jeżeli mamy wcześniej przygotowany wywar to zupę robi się bardzo szybko. Potrzebujemy:

900 g mrożonego groszku (to są akurat 2 opakowania z Hortexu)
1.5 litra wywaru SCD*
2 cebule
1 duży ząbek czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
1 por (tylko jasna część)
sól, pieprz, płaska łyżka Vegety SCD

Do dekoracji: jogurt SCD oraz grzanki z przyrumienionego pieczonego boczku

Pokrojoną cebulę, pora  i czosnek podsmaż na łyżce oliwy, kiedy się zeszklą zalej wywarem. Wrzuć zamrożony groszek. Pogotuj 10 minut. Zblenduj zupę na krem i dopraw do smaku.

Ja dodatkowo wrzuciłam do zupy 2 kulki zamrożonego w postaci brykietu szpinaku. Zawsze to więcej warzyw, więc zdrowiej, jednak jeżeli akurat nie macie szpinaku to zupa też wyjdzie dobra.

Jeśli chodzi o boczek, to kupuję duży kawał boczku, piekę go, a potem dzielę i zamrażam jako osobne kawałki. W razie potrzeby taki kawałek kroję drobno, szybko się rozmrozi, podrumieniam i grzanki gotowe.

*Wywar SCD to wywar z dowolnego mięsa i dowolnych warzyw dopuszczanych przez dietę (etapami się tu nie przejmujemy) doprawiony wyłącznie naturalnie jakbyśmy byli w 18 wieku. Żadna kupna vegeta, żadne kostki rosołowe czy inne wynalazki.


czwartek, 13 listopada 2014

Prośba o Wasze zaangażowanie

Kochani:)  Jak wiecie zapewne na blogu brakuje konkretnej informacji, na temat suchego sera twarogowego, który  dieta SCD dopuszcza już od etapu intro. Aby taki ser był legalny na diecie musi spełniać dwa warunki:

  • musi być poddany co najmniej 24 godzinnemu procesowi fermentacji (w celu usunięcia całej laktozy z sera)
  • nie mieć żadnych innych dodatków typu np. śmietana. Dopuszcza się jedynie sól.
Dotychczas napisałam do kilku firm i wciąż czekam na odpowiedzi. Na razie przyszła tylko jedna, z firmy Zott. Ich ser twarogowy nie spełnia wymogów diety, gdyż zawiera około 3 % laktozy i czas poddania procesowi fermentacji wynosi 12 godzin.

O co chcę Was prosić? Wybierzcie się do swojego codziennego sklepu spożywczego i odpiszcie nazwy producentów serów twarogowych jakie znajdziecie u siebie. Napiszcie mi te nazwy, a ja skontaktuje się z przedstawicielami i ustalę czy dany ser spełnia wymogi diety. Byłoby nam wszystkim dużo łatwiej gdybyśmy znaleźli produkt legalny. 

Dotychczas napisałam do firmy Piątnica, Zott i Mlekovita. 

Czekam na sprawozdania:)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Jak radzimy sobie na imprezach zbiorowych

Przyznam, że kiedy nagle wpada ktoś z zaproszeniem nas jako rodziny, na jakąś większą imprezę czy to w restauracji, czy u kogoś w domu, typu rocznice, urodziny, ślub i takie tam, to wpadam w panikę:)

Oczywiście chodzi o to, jak pogodzić dietę Kacperka z zastawionymi stołami pełnymi zakazanego jedzenia. Kiedy zazwyczaj nie mam kłopotów z wymyśleniem co podać na obiad, to w takich chwilach dostaję jakiegoś paraliżu, jak to wszystko ogarnąć.

Wiadomo, że najprostszym rozwiązaniem byłoby po prostu zostawić Kacperka u babci. Babcia całkiem nieźle manewruje w tematach diety i ma dobre podejście do Kacperka i jego choroby, czuję więc, że pozostawiony u niej jest bezpieczny.

Jest to jednak droga na skróty i wcale mi się nie podoba, bo wiem, że każde spotkanie w większym gronie rozwija Kacpra pod względem społecznym. Bardzo nam potrzeba takiego treningu, aby uczył się być wśród ludzi, akceptować normy społeczne, przyswajał akceptowane zachowania. Tym bardziej, że Kacper wyraźnie garnie się do ludzi, do towarzystwa.

Wobec tego wszystkiego, w 9 na 10 przypadków nie odmawiam, nie zostawiam go u babci, tylko postanawiam zabrać z nami.

Jeśli chodzi o gości, to nie ma żadnego problemu, każdy albo wie o chorobie Kacperka albo jest informowany na miejscu i generalnie ludzie są wyrozumiali i serdeczni. Chcą pomóc.

Nie ma też problemu z tym, że Kacper sięga na imprezie po zakazane jedzenie. Mam to szczęście, że przyjął dietę i zrozumiał że "niedietowe" jedzenie nie jest dla niego.

Zależy mi jednak na tym, by nie czuł się pokrzywdzony i jeżeli w danym momencie na  stół wjeżdża np. tort to i ja chcę być na to przygotowana i wyjąć z torby, w tym samym czasie, torcik SCD dla Kacperka.

Dzwonię więc do gospodarzy imprezy na dwa, trzy dni przed wydarzeniem i pytam ogólnie o rodzaj menu. Nie interesują mnie szczegóły, ale zadaję pytania typu:

  • czy będzie zupa i drugie
  • czy będzie zimna płyta
  • czy będą lody lub tort
  • czy będą ciasta
  • czy będzie coś charakterystycznego (np. ognisko z pieczeniem kiełbasek)


Nie spotkałam się jeszcze z niechęcią w udzielaniu takich informacji. Każdy wie, że to nie pusta ciekawość mną kieruje, tylko specyfika sytuacji.

Kiedy więc już mniej więcej wiem, jak będzie wyglądało menu, siadam z pustką w głowie i zaczynam panikować:) No, po prostu jest to silniejsze ode mnie i nie znoszę tego uczucia. W końcu, w mękach, zlepiam w całość analogiczne menu w wersji SCD i przystępuję do pracy.

Właśnie byliśmy na jednej z takich imprez. Tutaj pakuję koszyk z żywnością:



Tym razem, musiałam zapewnić dwa ciepłe dania, ciasto, owoce i przegryzki. To nie dużo. Gorzej jest jak idziemy np. na ślub gdzie zabawa trwa kilkanaście godzin.
Pomyślałam, że być może i Wy staniecie kiedyś przed taką sytuacją i ten post pomoże się Wam zorganizować, dlatego opiszę dokładnie, co zabrałam tym razem.

Napoje:
1. wyciśnięty sok z jabłek w proporcjach 1:1 z wodą
2. napój pomarańczowo - marchwiowy sztuk 2 (jest mega spróbujcie):

NAPÓJ POMARAŃCZOWO MARCHWIOWY - super! (etap 3)
Proporcje na 2 litry płynu:
przep. Skutecznie.tv

1 duża pomarańcza
2 średnie marchewki
sok z połowy cytryny
1/3 szkl miodu
2 litry wody

Pomarańczę dokładnie szoruję i sparzam wrzątkiem. Połowę obieram i kroję na małe fragmenty, a drugą połowę kroję ze skórką. Marchewki obieram i kroję podobnie. Wszystko to zalewam 1/2 litra wody, przykrywam i gotuję do miękkości. Po wystudzeniu miksuję w wodzie, w której się gotowało.

Osobno gotuję 1.5 litra wody, studzę, dodaję sok z cytryny i miód, rozpuszczam. Do tej wody dodaję przecedzone przez gęstą szmatkę owoce/warzywa zmiksowane wcześniej. Napój trzeba porządnie schłodzić. Jest pyszny!



Jako przegryzki:
1. orzeszki nerkowce
2. mandarynki
3. winogrona

Jako ciasto:
1. batoniki granola
2. ciasto bananowe (przepis poniżej)

Jako dania główne:
1. Kalamniaki (przepis poniżej) z kotletami mielonymi o smaku kokosa
2. orientalny kurczak (przepis poniżej)




CIASTO BANANOWE (etap 3)
przep. Danielle Walker

2 łyżki oleju kokosowego plus dodatkowo na wysmarowanie brytfanny
4 duże jajka
3 łyżki miodu
1/2 łyżeczki octu
1/2 szkl mąki kokosowej (wszystkie mąki tego typu możemy zmielić z orzechów, w młynku do kawy, w domu)
1/4 szkl mąki migdałowej (analogicznie  - jak wyżej)
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
1/3 szkl mleka kokosowego
3 duże dojrzałe banany

Dodatkowo można dodać posiekane orzechy, rodzynki  czy suszoną żurawinę bez cukru (do kupienia chyba tylko na internecie).

Rozgrzej piekarnik do 180 C. Wysmaruj mała keksówkę olejem kokosowym, a dno wyłóż papierem do pieczenia. Zmiksuj razem dokładnie olej kokosowy, jajka, miód, wanilię i ocet. Połącz ze sobą suche składniki, po czym dodaj je do mokrych i zmiksuj razem.

Osobno, rozgnieć widelcem banany na miazgę, dodaj mleko kokosowe, wymieszaj dokładnie i połącz z resztą składników.

Wlej do brytfanny i piecz około 40 minut do czasu, aż wsadzony w środek patyczek wyjdzie czysty. Pozwól ciastu stygnąć 15 minut w foremce, następnie wyjmij go i studź na ruszcie. 

***

KALAMNIAKI - prawie jak ubijane ziemniaki,  ale lepsze;) (etap 3)
przep. Danielle Walker


5 ząbków czosnku
1 łyżka oliwy
1 główka kalafiora
3 łyżki masła klarowanego
1 łyżeczka soli
pieprz

Rozgrzej piekarnik do 220 C. W małym naczyniu skrop oliwą nieobrany czosnek, przykryj i piecz przez 15 minut. W tym czasie przez 10 minut podgotuj kalafiora rozdrobnionego na różyczki. Odcedź. Włóż do malaksera i zblenduj na gładko. Dodaj wyciśnięty z skórek pieczony czosnek, mleko migdałowe, masło klarowane i przyprawy, zblenduj ponownie. Jeżeli będziecie trzymać się dokładnie proporcji w tym przepisie, to danie wyjdzie pyszne.


***

ORIENTALNY KURCZAK (etap 3)


1 filet z kurczaka
sok wyciśnięty z 1 pomarańczy
1/3 szkl miodu
2 łyżki ketchupu SCD
1 szkl wywaru SCD*
1 łyżka oleju sezamowego
2 starte ząbki czosnku
1 cm tartego imbiru
łodyżka zielonej cebulki
sól, pieprz, chili do smaku

Kurczaka kroję w kostkę. Z reszty podanych składników robię marynatę i zostawiam w niej kurczaka na noc. Rano odcedzam na sitku, smażę. W osobnym garnuszku doprowadzam marynatę do wrzenia i delikatnie gotując redukuję tak długo, aż powstanie gęsty, zawiesisty sos. Pod koniec tego procesu, na około 5 minut przed wyłączeniem, dorzucam pokrojona drobno zielona cebulkę. Mięso polewam powstałym z marynaty sosem i podaję. Można też kurczaka ugotować w wywarze SCD zamiast smażyć, a potem pozostały wywar połączyć z marynatą.

*Wywar wtedy spełnia wymogi SCD jeżeli jest gotowany powoli w mięsie dowolnego rodzaju i warzywach dowolnego rodzaju (takich, które dopuszcza dieta - tu etapy nie mają znaczenia, bo warzywa odcedzamy), z wyjątkiem takich substancji jak kostki rosołowe, wszelka chemia, glutaminiansodu. Generalnie chodzi o to, abyśmy gotowali naturalnie, tak jakbyśmy nagle przenieśli się w 18 wiek, kiedy nie było dostępne nic chemicznego.

Wszystkie te potrawy są bardzo smaczne i Kacper zjada je z przyjemnością. Nie ma poczucia, że czegokolwiek mu brakuje, a ja mam spokój, że jeżeli ma swoje ciasto, to nie będzie myślał o tym zakazanym, leżącym na stole.

Miłego!

piątek, 7 listopada 2014

Naleśniki SCD

Dzisiaj będzie o naleśnikach. Co zrobić kiedy bardzo nam się ich zachciewa, a tu ani mąki, ani mleka użyć nie można? 

Były już na blogu takie bardzo proste naleśniczki, prezentowane przy okazji ruloników szpinakowych i są one całkiem w porządku, szczególnie gdy nie mamy innego wyjścia, bo jesteśmy na początkowych etapach diety. 

Te, które chciałam Wam dzisiaj pokazać, są lepsze, bardziej przypominają prawdziwe naleśniki, są naprawdę bardzo smaczne. Robi się je najlepiej w blenderze kielichowym. Nadają się do jedzenia solo, do zawijania w nie farszu, a nawet do zrobienia krokietów (tu do panierowania możemy użyć jajka i grubiej zmielonych migdałów w skórce). 

Przy okazji warto zapamiętać taką właśnie panierkę. Ja mam pod ręką zawsze duży słoik z grubo zmielonymi niełuskanymi migdałami i kiedy muszę opanierować jakiś kawałek mięsa na metoda dobrze się sprawdza. 

Zapraszam na przepis:


NALEŚNIKI SCD (etap3)

6  dużych jajek
200 ml mleka migdałowego
3 łyżki przesianej mąki kokosowej
2 łyżeczki roztopionego oleju kokosowego plus 2 łyżki do patelni
1/4 łyżeczki soli

Wszystkie składniki zblenduj dokładnie:





Odczekaj 10 minut, aby mąka kokosowa zdążyła wchłonąć nadmiar wilgoci. W tym czasie rozgrzej patelnię z powłoką nieprzywierającą np. teflonową. Tak, jak przy zwykłych naleśnikach, smaż jeden po drugim, dodając oleju kokosowego w razie potrzeby. Kiedy brzegi zaczną się unosić przewróć delikatnie łopatką na druga stronę




Proponowane rodzaje nadzienia do naleśników:
  • suchy ser twarogowy (niedługo na blogu o tym jaki jest dopuszczalny) wymieszany z żółtkami i miodem, bądź jogurtem i owocami
  • masło orzechowe i dżem SCD
  • mięso i kapusta
  • kapusta i grzyby
  • mięso, sałata, świeże warzywa, majonez lub ketchup SCD
  • banany, cynamon, przecierane jabłka



Chłopakom bardzo posmakowały, szczególnie Kacperek dopomina się ostatnio prawie codziennie o następne. Cieszę się, bo bardzo angażuje się do pomocy w kuchni. Wyraźnie taka praca go cieszy, a to zupełne przeciwieństwo Piotrka i Kamilka , bo oni nawet nie wiedzą co trzymam w której szafce. Ech...:)

Przepis :Against All Grain - Danielle Walker


Aaa...zapomniałam dodać, że w Tesco mają teraz super cenę na gęś. 7.99 za kg. Tak tanio jeszcze nie było. Nie mam dostępu do gęsi wiejskiej, więc kupuję w sklepie i wczoraj zapłaciłam tylko 39 zł. Tu o gęsi na blogu.


piątek, 31 października 2014

Mleka orzechowe

Co 2-3 tygodnie robimy sobie takie wspólne posiadówki i obieramy gorące migdały ze skórek (wcześniej zalewam je wrzątkiem na 5 minut, aby skórka łatwo odchodziła). Celowo nie kupuję blanszowanych migdałów, bo Kacperek bardzo lubi to zajęcie, ma przy tym obieraniu świetną terapię małej motoryki, a poza tym to naprawdę fajne, jak świetnie, wspólne zajęcie, jednoczy rodzinę. Siedzimy, jest wesoło, Kamil opowiada o szkole, podśpiewuje, pracujemy wspólnie i 2-3 kilo migdałów  obieramy na jednym posiedzeniu.




Mleko migdałowe zrobione z blanszowanych migdałów, wprowadzamy jako pierwsze i można to zrobić już na etapie 1, jeżeli ustąpiła ciągła biegunka lub stałe zaparcia. Drugimi  orzechami nadającymi się do robienia mleka na tak wczesnym etapie diety, są orzechy pecan. 

Oczywiście, mówię tu o mlekach zrobionych w domu. Te kupne, w kartonach, zawierają niedozwolone na diecie dodatki, nie mówiąc już o tym, że są droższe. Przy robieniu mleka migdałowego, ważne by dokładnie trzymać się przepisu, gdyż w przeciwnym razie może wyjść niesmaczne.

MLEKO MIGDAŁOWE (etap 1)

200g blanszowanych migdałów namaczamy na noc w 800 ml wody i  1/4 łyżeczki soli. Rano migdały płuczemy i wrzucamy do blendera. Zalewamy 800 ml świeżej wody mineralnej, znowu solimy 1/4 łyżeczki, dodajemy drobno posiekany 1 daktyl (dla lekkiego osłodzenia) i blendujemy na wysokich obrotach do dokładnego połączenia.  Przecedzamy przez gęstą szmatkę. Przechowujemy w lodówce max. do 5 dni. 

Od razu uprzedzam ewentualne pytania na temat daktyla, który jest suszony i wedle przyjętych zasad stanowi  ostatni etap diety. Przy takim zastosowaniu, nie bierzcie sobie tego specjalnie do serca, no chyba że zauważycie wyraźną reakcję, ale moim zdaniem jedna sztuka dokładnie zblendowana i przecedzona nie zrobi żadnej szkody.


W ten sam sposób można również zrobić mleko z nerkowców, orzechów laskowych, brazylijskich, kokosa, a pewnie nawet i włoskich, choć tego nie próbowałam. Nerkowce należy namaczać 4 godziny, a laskowe i brazylijskie nie muszą być w ogóle namaczane, gdyż nie zawierają inhibitorów enzymów, które powodują że produkt staje się trudniejszy w trawieniu. Także, gdy potrzebujemy mleko na szybko, te dwie ostatnie odmiany dobrze mieć zawsze pod ręką.

Na etapie 2 możemy wprowadzić mleko kokosowe, z nerkowców, orzechów laskowych, włoskich  i orzechów macadamia. No i pamiętajcie że na etapie drugim możecie już jeść masła orzechowe (unikajcie masła z orzeszków ziemnych, szkodzi wielu ludziom na SCD!)

Nie wyrzucajcie pulpy, która zostanie po odcedzeniu mleka. Zastąpi namoczoną bułkę do mielonych. Da się użyć jej jako zamiennik mąki orzechowej i jeśli przepis o nią woła, a podmienimy ją na pulpę, to też wyjdzie. Może efekt końcowy nie będzie taki ładny jak ten robiony z mąki orzechowej, ale smakowo jest w porządku, a niczego nie marnujemy. Ja zazwyczaj zamrażam w woreczku taką odciśniętą pulpę i wyjmuję gdy jest mi potrzebna. 

Jeżeli natomiast chcecie zrobić masło orzechowe w domu to najszybszym sposobem będzie zmielenie danej porcji orzechów w młynku. Takie zmielone orzechy wrzucacie do malaksera o małej misie i blendujecie na wysokich obrotach dolewając po troszkę oliwy z oliwek bądź oleju arachidowego. Dolewacie po odrobince tak długo, aż masło odpowiada Wam swoją konsystencją. Przed wyłączeniem dosalam je jeszcze do smaku i dorzucam łyżeczkę miodu. Chłopaki uwielbiają. 

Gdybyście w ten sam sposób  postąpili z całymi orzechami (nie zmielonymi uprzednio) to otrzymacie ziarniste masło orzechowe, ale takie to już jest zaawansowany produkt na  diecie (etap 4 ).


wtorek, 28 października 2014

Masterchefowy pasztet SCD!

Dzięki uprzejmości uczestniczki obecnego wydania Masterchefa, Dominiki Wójciak, dla mnie bezkonkurencyjnej, mamy następny, wspaniale wyglądający przepis na pasztet z dyni i soczewicy.

Jest to świeży przepis, który dopiero się pojawił. Biorę się lada dzień za jego wykonanie i domyślam się, że będzie niebiańsko dobry, skoro wyszedł spod ręki mistrzyni kuchni. 

Składniki do tego przepisu są akurat w sezonie, co jest dodatkowym argumentem do jego wypróbowania, a przepis stanowi etap 4 diety ze względu na zawartą w nim soczewicę. 

Zapraszam do wypróbowania przepisu, odwiedzenia bloga Dominiki i kibicowania jej na dalszych etapach konkursu:)

SCD PASZTET Z DYNI I SOCZEWICY (etap 4) 



1 szklanka ugotowanej, czerwonej soczewicy
2 szklanki dyni, startej na tarce o grubych oczkach
1 cebula
1 papryczka chili
2 cm korzeń imbiru
2 łyżeczki curry
4 łyżki masła lub oliwy
3 jajka
sól


Na maśle lub oliwie zeszklij posiekane drobno cebulę i chili. Dodaj imbir i dynię i smaż na wolnym ogniu, aż dynia zmięknie. Dopraw warzywa solą i curry i wymieszaj z soczewicą.  Gdy warzywa lekko przestygną, wymieszaj łyżką jajka i powstałą masę (będzie miała dość rzadką konsystencję) przelej do keksówki wysmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą (jeśli chcesz, by pasztet był SCD, formę obsyp mąką migdałową, z nerkowców lub orzechów włoskich). Piecz 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 C.

***

Na SCD curry musimy zrobić sami. Mieszamy w równych proporcjach kolendrę, czosnek, imbir, chili, pieprz, cynamon, goździki mielone, gałkę muszkatułową, kardamon i kminek, a potem do tego wszystkiego dosypujemy równowartość 1/3 całości - kurkumę.


Dziękujemy Dominika!
Dopisuję, że można Cię znaleźć na Facebooku jako Dominika Wójciak:)


czwartek, 23 października 2014

Grzanki



Dzisiaj przyleciały gawrony.

Brutalnie przypomina mi to, że lato się skończyło. 

Zimową porą, mamy w domu taki zwyczaj, który funkcjonuje już od lat, że wieczorami, gdy dzieci już śpią, Piotrek bardzo lubi podjadać ostre grzanki. 

Kupuję trzy bagietki, czekam aż podeschną 3-4 dni. Siadamy w jeden wieczór i kroimy je razem w drobną kostkę. Potem dalszą cześć pracy robię już sama według określonego przepisu. Pyszna pochrupanka do podjadania. No, może nie najzdrowsza i na pewno nie SCD, ale czasem, szczególnie gdy dzieciaki nie widzą, przymykamy oko i pozwalamy sobie na tradycyjne jedzonko.

Te ostre grzanki przydają się, gdy przyjdą na piwo znajomi. Kacperek też bardzo je lubił, zanim rozpoczął dietę.

Ostatnio, jako że zaczął się sezon, robiłam następna porcję i zaczęłam rozmyślać, jak by tu wymyślić wersję SCD dla Kacperka, no i oczywiście dla Was. 

Pomyślałam, poszperałam w sieci. Rano obudziłam się z gotowym pomysłem - czasem i mnie się zdarza;)  i voila!:



Pamiętacie jak podawałam przepis na chleb fasolowy? Tym razem wykorzystuję ten sam przepis, jednak chleb nie jest pieczony w piekarniku, a mikrofali. Daje to zupełnie inny efekt.

Przypominam skład:

  • 4 jajka
  • 250 g fasoli dozwolonej (klik!) na SCD 
  • 2 łyżki miodu (lub mniej)
  • 1 łyżeczka sody
  • 1/4 łyżeczki soli
Szczegółowy przepis na chleb jest tutaj  (klik!). Tym razem jednak chleba nie wkładamy do piekarnika, tylko do 2 plastikowych pojemniczków o pojemności 0.75 litra i mikrofalujemy 10-12 minut. Oto efekt:



Taki chleb bardzo dobrze nadaje się do tostera.

Ja jednak dla potrzeb tego przepisu, po 3-4 dniowym wyschnięciu, kroję go  na grzanki. Po podpieczeniu w piekarniku są to grzanki bezsmakowe, czyli będą  świetnie sprawdzać się wszędzie tam, gdzie grzanek potrzebujemy. Do zup, do nadzienia indyka, do zagęszczenia sosów mięsnych.


Żeby zrobić ostre grzanki, takie jakie my  jadamy zimą, zawinięci w koc przy dobrym filmie:), postępujemy według poniższego przepisu. 

Podaję ilość na 4 szklanki grzanek (wszystko proporcjonalnie zwiększamy wedle potrzeby):

1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka pieprzu
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
1/2 łyżeczki papryki słodkiej 
2 łyżeczki suszonej pietruszki
1 łyżeczka suszonej bazylii
2 łyżeczki czosnku granulowanego lub 2 łyżeczki roztartego z solą przetartego czosnku
100 ml oliwy z oliwek

Podane składniki mieszamy w dużej misce i do wymieszanych wsypujemy grzanki (przed podpiekaniem w piekarniku). Obracamy wielokrotnie, tak aby jak najdokładniej pokryć wszystkie przyprawami, po czym rozłożone  swobodnie na  blasze wsadzamy do piekarnika 180 C / 20 -30 minut. Po ostudzeniu zamykamy w szczelne opakowanie.

Najlepsze są na drugi dzień kiedy nabierają "mocy", ale ja robię duże ilości i z doświadczenia wiem, że są bardzo dobre przez miesiąc, dwa. Potem łapią wilgoć i to znak, że pora na nowe. 




sobota, 18 października 2014

SCD Zupa z dyni piżmowej z azjatyckim akcentem

Teraz jesienią, co rusz możemy natrafić na przepisy wykorzystujące w swoim składzie dynię, pojawia się mnóstwo zup, ale nam żaden z nich nie podszedł tak jak ten, który dzisiaj Wam pokazuję.

Wyszperała go gdzieś moja mama. Jest z nami już od kilku lat, a niedawno uświadomiłam sobie, że to przecież przepis SCD, bo spełnia wszystkie wymogi diety. Mniam!!


Do tej zupy kupcie dynię piżmową. Zwykła też może być, ale sugeruję jednak piżmową, tym bardziej że jest już w dużych sklepach, a będzie jej coraz więcej, im głębiej posuniemy się w jesień. Dynia piżmowa wygląda tak:


Jeżeli jest dojrzała, to po przekrojeniu pachnie arbuzem. Cały ten zapach  ulatnia się jednak w procesie obróbki.

Dynię piżmową można uprawiać w Polsce. Mama wysiewa w marcu pestki do doniczek, a po majowych przymrozkach przenosi je do gruntu i jesienią zbieramy piękne dynie piżmowe. W zeszłym roku dostałam od niej ponad sześćdziesiąt. W salonie stały do grudnia i dekorowały pokój, były sukcesywnie jedzone. Potem musiałam je pokroić i zamrozić (mrożą się świetnie). Jedliśmy je do końca wakacji.

W tym roku niestety większość zjadły ślimaki i przez to, że lato było mokre, to urodzaj jest mniejszy.




SCD ZUPA Z DYNI PIŻMOWEJ (etap 3)



1.7 kg dyni piżmowej pokrojonej w kostkę
2 średnie cebule
0.5 kg marchewki
2.5 litra wywaru SCD 
sok świeżo wyciśnięty z 2 pomarańczy
2 łyżki masła klarowanego
świeży tarty imbir (najlepiej go zamrozić i wtedy bardzo łatwo się ściera)
300 ml mleka kokosowego (na SCD robimy sami lub używamy tego:


3 łyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz do smaku
opcjonalnie: posiekana kolendra, łosoś lub posiekane grubo orzechy włoskie

Na maśle i oliwie podsmażamy pokrojoną cebulę, a następnie pokrojona w większą kostkę marchewkę i dynię. 


Gdy zmiękną zalewamy wywarem. Lekko gotujemy, aby stały się miękkie na tyle, aby łatwo je zmiksować. 

Blendujemy. 

Dolewamy sok z pomarańczy, mleko kokosowe. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz ścieramy do zupy imbir. My dajemy go dużo, bo uważam że robi świetny smak tej zupy. Ma być wyraźnie wyczuwalny (u nas około 4-5 łyżek). 

Gdyby zupa wyszła Wam zbyt gęsta najlepiej rozrzedzić ją wywarem ewentualnie sokiem z pomarańczy. 

Kacperek lubi gdy wrzucę do tej zupy pokrojonego w kostkę pieczonego w folii łososia lub posiekane orzechy. My lubimy ją ze świeżą kolendrą. 


Smacznego!