piątek, 25 lipca 2014

SCD Pulpety w sosie koperkowo- warzywnym




SCD PULPETY W SOSIE KOPERKOWO - WARZYWNYM (etap 3)

80 dkg zmielonego własnoręcznie lub pod nadzorem karczku
1 jajko
1/2 szklanki zmielonych blanszowanych migdałów (czyli mąki migdałowej)
po 1/2 łyżeczki soli, słodkiej papryki  i SCD ziół prowansalskich (klik!)
1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
2 duże łyżki masła klarowanego
cały pęczek selera naciowego
niewielka marchewka
1 pęczek koperku
1 litr dowolnego, zgodnego z dietą wywaru domowej roboty (czyli bez kupnej vegety, kostek rosołowych i wszelkiej chemii i żadnej skrobi - mięso i warzywa +sól i pieprz)

Jeszcze drobna uwaga nt. słodkiej papryki. Czytajcie etykiety z tyłu opakowania. Ja wiem, że to nie daje sto procent gwarancji, ale na produktach niektórych firm jest napisane, że może zawierać śladowe ilości skrobi, kukurydzy bądź soi. Lepiej wybrać taką, która tej informacji nie ma zamieszczonej, a wybór takich jest spory. Nie trzeba jeździć do specjalistycznych sklepów.
Co zaś do wywarów domowej roboty, to przypominam, że zamrażam wszelką wodę, w której gotuję warzywa lub mięso, np. spod warzyw na sałatkę jarzynową, czy gotowania drobiu czy mięs do pasztetu, nawet spod blanszowania brokułów itp. To nie musi być rosół. Mama też wyrobiła już sobie nawyk zamrażania takich płynów i co chwilę podwozi mi kolejne w słoikach do zamrożenia dla Kacperka. Mam ich zawsze dużo i zawsze wyciagam kiedy jest potrzebny. Kupuję też co jakiś czas kości cielęce "od chłopa" i na nich gotuję wielki gar wywaru, pyrczący ponad dobę, nawet dwie doby na minimalnej mocy, tak aby cały zawarty w kościach szpik miał dość czasu aby uwolnić się do rosołu. Mam wtedy cenny, odżywczy i zdrowy wywar do wielu potraw. Dobrze wyrobić sobie taki nawyk, ale wymogiem jest spora zamrażarka. Przy SCD pomoc nieodzowna.

Wracając jednak do przepisu|:

Do mięsa dodałam jajko, przyprawy i mąkę migdałową. Wszystko starannie wyrobiłam ręką. Uformowałam małe kuleczki i rzuciłam je na masło klarowane na sporą patelnię. Kiedy zaczną się rumienić kroję selera i marchewkę na drobne kawałki i siekam drobno pęczek koperku. Warzywa dorzucam do pulpetów, podduszam kilka minut poczym zalewam wywarem i dosypuje koperek. Przykrywam i pozwalam jeszcze 10 minut się podgotować.

Ja tego sosu nie zagęszczałam. Jeżeli jednak chcecie, możecie dorzucić zmiksowaną dużą cukinię lub kilka drobniutko pokrojonych cebul. Zarówno cukinia i jak i cebula mają zdolność zagęszczenia sosu. Można też zagęścić wbijając na lekko ostudzony sos dwa rozbełtane żółtka, jednak nie na gorący sos, aby nie zrobiła się jajecznica:) Smacznego:)

czwartek, 24 lipca 2014

Problem dentysty

Dwa dni temu zawieźliśmy Kacperka do dentysty. Duży stres. Zwykły dentysta nie wchodzi w grę. Byliśmy kilka razy na przeglądzie, który Kacper dotychczas pozwalał sobie robić. Ząbki miał zawsze zdrowe, ale wiosną i jego dopadła próchnica. Obwiniam się za żywienie go czym popadnie zeszłej zimy, z masą ciast i słodyczy. Tak było, niestety. Dopiero w marcu powróciliśmy do diety. 

O zęby dbamy, myte i nitkowane są regularnie. 

Miejscowa dentystka poleciła nam wybrać się z Kacperkiem aż do Bytomia. Kawał drogi od domu, ale zarekomendowała to miejsce jako specjalizujące się w dentystyce dla dzieci niewspółpracujących. Umówiliśmy wizytę. Ja jechałam cała spięta, bo Kacper miał do zrobienia dwie szóstki, a dobrze go znam i wiem, że dobrowolnie to nie przejdzie.

Ze Stanów pamiętam jak sugerowano mi wybranie się w do placówki, która ponoć przywiązywała dziecko pasami. Nie wiem czy to prawda, bo tam nie poszliśmy. Takich metod nie akceptuję. 

W Bytomiu zastaliśmy bardzo miłą obsługę, wysłuchano nas, pani doktor przyjęła do wiadomości, że plomby mają być światłoutwardzalne.

Kacperek zaczął już protestować siadając na fotel. Próbowaliśmy go zabawiać, tłumaczyć. Nic nie pomagało. Pani doktor zaproponowała podtlenek azotu, gaz rozweselający. Obiło mi sie o uszy, że nie jest zalecany dla dzieci z autyzmem, ale nie bardzo mieliśmy wyjście. Pozostaje jedynie opcja narkozy, ale tym bardziej boję się ryzykować dla dwóch małych dziurek. Zgodziliśmy się na gaz. 

Wyobrażałam sobie, że Kacper coś powącha i na pół godziny będzie zrelaksowany, a oni w tym czasie zrobią mu zęby. Jednakże wyglądało to zupełnie inaczej. Okazało się, że aby gaz działał, to Kacper musi go non-stop wciągać nosem (czego nie rozumie) z maski założonej na nos, a pani doktor w tym samym czasie musi robić zabieg. Masakra.

Po prostu niewykonalne. Aby oddychał nosem, trzeba mu było zamykać buzię. Jak zaczynał się relaksować, dentystka otwierała buzię by robić zęby, wtedy on natychmiast zaczynał oddychać ustami i gaz przestawał działać. I tak w koło Macieju. Skończyło się na tym, że udało jej się tylko rozwiercić jednego ząbka, drugiego nawet nie zaczęła, a Kacperek płacząc trzykrotnie zwymiotował na fotel. Podejrzewam, że gaz działa mdląco i mimo iż zalecają nie jeść niczego dwie godziny wcześniej (on nie jadł cztery godziny), to nic to nie pomogło.



Mówię Wam, wyjechałam stamtąd z kacem moralnym, traumą niemalże. Kacper wymiotował jeszcze w samochodzie w drodze do domu, a ja się czułam po prostu okropnie. Zresztą czuję się tak do dziś. Zupełnie nie wiem co mam zrobić z tą sprawą. Umówiliśmy drugą wizytę na sierpień, ma być tylko taka adaptacyjna, ale nawet nie wiem czy jechać. Ząb jest rozwiercony, tymczasowo zaklejony. Nie można go zostawić w takim stanie na zbyt długo.

Nie chce mi się wierzyć, że przy dzisiejszym rozwoju przemysłu farmakologicznego nie istnieje jakiś środek, który można podać do wypicia, aby dziecku było spokojne i obojętne przez pół godziny. Co ja mam zrobić? 

środa, 23 lipca 2014

Debiut na Facebooku:)

Kochani! Jako strona wchodzę dzisiaj na Facebooka:) Zapraszam do polubień. Może w ten sposób będzie łatwiej się znaleźć w biegu:)


Dziękuję:))

wtorek, 22 lipca 2014

Tak oto Kacperek dryluje czereśnie

Niesamowicie garnie się do prac kuchennych:) Ten filmik jest sprzed 3 tygodni, ale na przykład wczoraj kupowałam 3 kg migdałów i akurat nie było w sklepie blanszowanych. Musieliśmy więc urządzić sobie wieczór jak sto lat temu. Siedzieliśmy do późna całą rodziną i obieraliśmy z łupek skąpane we wrzątku migdały - cały wielki garnek, a ja śpiewałam stare piosenki ludowe:) Kacper musiał być pierwszy. Tak się zaangażował w tą pracę, że na pewno obrał ponad pół kilo. Jak widzę takie rzeczy to gdzieś w głowie pojawia mi się nadzieja, że przyszłość dobrze się ułoży.


niedziela, 20 lipca 2014

Orzechówka

Zdecydowałam się napisać na ten temat, bo to ostatni dzwonek kiedy jeszcze możemy nastawić nalewkę z orzechów, która świetnie dopisze się do naszej listy Choroba na diecie SCD. Zbieramy tam naturalne, babcine metody, na leczenie się w najbardziej powszechnych dolegliwościach. Orzechówka jest od wieków znana jako jeden z najskuteczniejszych środków na niestrawność.



Do takiej nalewki nadają się orzechy czerwcowe i lipcowe, jednak najpóźniej do 22 lipca. Tak głosi opinia obiegowa wynikająca z faktu, że mniej więcej do tego czasu da się orzechy kroić nożem - tzn skorupka znajdująca się pod zieloną otoczką jest jeszcze na tyle miękka, że poddaje się krojeniu nożem. 
Jednak, co stwierdziłam dzisiaj, problemu nie ma i nawet po tej dacie będziemy mogli orzechy pokroić. Ja natrafiłam już na takie z twardą skorupką, która skutecznie opierała się nożowi. Obrałam więc małym nożykiem zieloną otoczkę tak pi razy drzwi, a to co zostało twarde (choć nie tak twarde jak te wrześniowe) w środku, potraktowałam dziadkiem do orzechów i dorzuciłam do reszty. Jest OK, więc myślę, że nawet po 22 lipca da się nalewkę nastawić.

Przy nastawianiu orzechówki obowiązują rękawice. W przeciwnym razie na 4-5 dni zabrudzicie ręce i nie doszorujecie ich niczym. Uważajcie też na ubranie i blat roboczy. Sok z orzechów, o zgrozo, pryskał mi nawet na twarz:) Co nam będzie potrzebne?

NALEWKA ORZECHOWA SCD

około 20-25 orzechów w zielonych łupinach
2 goździki
1 laska cynamonu
10 dkg miodu 
0.5 litra spirytusu 96%

orzechy obieramy do dwóch litrowych słoików, na 4/5 wysokości, dorzucamy goździki i cynamon. Zalewamy spirytusem i zamknięte odkładamy w ciemne, chłodne miejsce na 2 tygodnie. Po upływie tego czasu podaną wyżej ilość miodu łączymy z 1 szklanką ciepłej wody i dolewamy do mikstury spirytusowej. Całość przecedzamy. Zakręcamy szczelnie i wynosimy w spokojne, ciemne miejsce na co najmniej rok, aby nabrało mocy. 


sobota, 19 lipca 2014

Ze słonecznego tarasu

Kiedy Kacperek rozchorował się i zaczął dzień po dniu tracić mowę i wszystkie zdobyte umiejętności, przeżywałam najcięższe chwile swojego dotychczasowego życia. Uczucie, kiedy dziecko wymyka się z rąk i każdy następny dzień popycha go dalej ode mnie, od świata, w ciemną, mroczną i nieznajomą przyszłość, bez możliwości ratunku, jest nie do opisania.

Wtedy myślałam, że nigdy już, przenigdy, nie będę szczęśliwa. Że jako rodzina, mamy przed sobą czarną przyszłość z ciężką niepełnosprawnością, rehabilitacją dzień w dzień, bez możliwości większej poprawy.

Kiedy dzisiaj popatrzę na tamte dni, widzę jak bardzo się myliłam. Kacper zaszedł zdecydowanie dalej niż się spodziewałam, idzie ciągle do przodu. Ja, dzięki codziennym ostrym treningom, stałam się oazą cierpliwości. Nauczyłam się, co to znaczy kochać. Ile radości i spełnienia otrzymuje się z pracy dla innych i dawania. Jak bardzo buduje mnie pomaganie.

Zrozumiałam również, że niekoniecznie jedynym słusznym sposobem na życie jest wykształcenie, kariera zawodowa, założenie rodziny i pójście na zasłużoną emeryturę w połowie sześćdziesiątki. Dla Kacpra Bóg najwyraźniej przewidział inny plan, a ja już wiem, że będzie inny, ale będzie dobry.

Panują upały:) Wreszcie :)) Siedzę na tarasie popijając zmrożone białe wino i myślę o tym, że sposobów na szczęście jest wiele. Nie musimy iść jedną, standardowo utartą drogą, by je osiągnąć.



Muszę koniecznie podzielić się z Wami  przepysznymi lodami jakie wczoraj zrobiłam. Wszystkie inne jakie dotychczas pojawiały się na blogu były w porządku, ale te niczym nie ustępują najwyższej klasy prawdziwym lodom. Dałabym im złoty medal, więc zróbcie, bo są super:))

Mała uwaga. Do lodów wykorzystujemy śmietanę kremówkę 36 %. Musimy ją przepuścić przez 24 godzinny proces robienia jogurtu SCD, żeby zlikwidować całą laktozę i zmienić jej charakter na zgodny z dietą. Także, kiedy zechcecie robić te lody to zamiast mleka, które używacie zazwyczaj  do robienia jogurtu, użyjcie 1 litr 36 % śmietany kremówki. Zresztą w ten sposób uzyskuje się śmietanę SCD, z którą zapewne spotkacie się niejeden raz przy przepisach z naszej diety. 

Ważne to, co teraz napiszę. Osoby, które stosują tę dietę z powodu chorób jelita nie mają problemu. Jeżeli jednak stosujecie ją ze względu na autyzm, to uwaga! Śmietana krowia jest wysoce niepolecana ze względu na kazeinę, której fermentacja jogurtowa nie usunie. Kazeina to jedno z najbardziej drażniących białek, którego większość osób z autyzmem nie toleruje. Kacper nie ma z tym żadnego problemu, przetestowaliśmy wielokrotnie, ale Wy musicie się upewnić jak sprawa wygląda u Was. Jeżeli problem istnieje, to przykro mi, ale te lody nie są dla Was. 


Dodatkowo fajną sprawą jest to, że przepis który podaję, jest wyjściową bazą do modyfikacji. Teraz pokażę jak zrobić lody waniliowe, a inne smaki uzyskacie poprzez dodanie odpowiednich składników. Aby otrzymać lody śmietankowe omijacie wanilię. Każde inne rozpoczynacie od wersji śmietankowej i dodajecie do nich określone dodatki. I tak, do bakaliowych dodajecie rodzynki i drobno pokrojone orzechy włoskie, czy zresztą każde, jakie Wam pasują. Do truskawkowych zmiksowane truskawki, do kawowych parzoną prawdziwą kawę, do cytrynowych świeżo wyciśnięty z cytryny sok itd. Nie możemy zrobić czekoladowych, ale to niewielki problem, bo na SCD smaki bardzo się zmieniają i do pewnych rzeczy przestaje ciągnąć. Dość tego gadania, zaczynamy:))

SCD LODY WANILIOWE (HIT!)

7 żółtek
1 litr śmietany 36 % kremówki - przepuszczonej prze proces, jak opisany wyżej
7 kopiatych łyżek miodu
ziarenka z 1-2 lasek wanilii 

Żółtka ze sparzonych jajek dobrej jakości, ubijamy z 5 łyżkami miodu na sztywno. Masa zrobi się bardzo blada i sztywna. Ten proces zajmie około 7 minut na maksymalnych obrotach, ale nie skracajcie go, bo kluczem do sukcesu jest porządne ubicie i napowietrzenie lodów. Ma się do nich dostać maksymalnie dużo powietrza, wtedy będą lekkie i puszyste. Pod koniec dodajemy ziarna wanilii. 



Następnie, miskę w której ubijaliśmy żółtka (najlepiej metalową), stawiamy na garnku z gotującą się delikatnie wodą i dalej ubijamy je na parze. Na tym etapie dajcie im kolejne 5 minut. Muszą być doskonale napowietrzone. 



Po upływie tego czasu ubijamy dalej do wystudzenia. Osobno ubijamy śmietanę kremówkę. Niestety, na skutek procesu jakiemu została poddana, nie ubije się już na sztywno. Dajcie jej jednak tyle samo czasu ubijając. Wyjściowo jest kwaskowata. Pod koniec ubijania musicie dołożyć tyle miodu, aby uczynić ją słodką, niwelując kwaskowatość. Dodawajcie go po troszeczkę, żeby nie ściąć śmietany. Jeżeli miód macie twardy, trzeba wcześniej dodać do niego 1-2 łyżki gorącej wody i dokładnie wymieszać, aby zmienił konsystencję na płynną. Sugeruję 2 łyżki miodu, ale spróbujcie i dosłodźcie według swoich preferencji. Śmietana ma być słodka.

Kiedy to jest już gotowe, zaczynamy powoli, po jednej łyżce, dodawać do śmietany masę jajeczną cały czas ubijając. Po całkowitym połączeniu obu mas przekładamy całość do dużego plastikowego pojemnika i zamrażamy.  










wtorek, 15 lipca 2014

Kilka nowych przepisów

Będzie sałatka i obiad w wersji jarskiej, ale łatwo można zrobić z niego mięsny, dorzucając trochę mielonego mięsa (podgotowanego bądź podsmażonego w zależności od etapu). Ok, bez zbędnych wstępów zaczynamy.

SAŁATKA Z FASOLĄ LIMEŃSKĄ (etap 4)

Potrzebne będzie:

1 szklanka namoczonej przez 12 godzin fasoli limeńskiej, ewentualnie innej, którą dieta dopuszcza. Tutaj jest podane, które fasole są dopuszczone na diecie i jak należy je przygotować by spełniały wymogi diety SCD  (klik!)

Fasolę limeńska znalazłam taką:


Można również użyć dopuszczonej na SCD fasoli czarnej, o takiej:


2 puszki tuńczyka w oleju
1 czerwona cebula
mała paczka pomidorków koktajlowych
pęczek szczypiorku
garść poszatkowanej natki pietruszki

Na dressing:
sok z cytryny i oliwa z oliwek w proporcjach 1:2, 1 łyżeczka miodu, starty 1 ząbek czosnku, sól, pieprz

Fasolę ugotować według zaleceń diety, cebulę pokroić w piórka, wszystko przełożyć do miski,  polać dressingiem i wymieszać. Odłożyć na godzinę, aby smaki się przegryzły, podawać w temperaturze pokojowej. Mniam:)
    
                                                 
Przepraszam, to zdjęcie wyszło nieostre, a sałatki już nie ma by zrobić następne

Druga potrawa to będzie lekki obiadek, 

ZAPIEKANKA SER GORGONZOLA, BAKŁAŻAN I POMIDORY (etap 3)

2 bakłażany
sól, pieprz
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka SCD ziół prowansalskich (klik!)
1 łyżeczka bazylii
4 łyżki oliwy

6 pomidorów bez skórki
2 łyżki oliwy
po 1/2 łyżeczki soli, pieprzu, kurkumy, cząbru i bazylii

250 g sera gorgonzola (nie polskie podróbki)
świeża bazylia


Piekarnik rozgrzać do 190 C. Doprawione podanymi składnikami plastry bakłażana podpiec w piekarniku przez 10-12 minut. Odstawić.



W tym czasie pokrojone w plastry pomidory, doprawić podanymi przyprawami i podsmażyć tak, aby odparować z nich nadmiar soku. 
W nasmarowanym oliwą naczyniu żaroodpornym układać warstwy: bakłażan, pokruszony ser, pomidory. Przełożyć listkami świeżej bazylii i skomponować drugą warstwę z podanych składników. Wstawić do piekarnika na 20 minut i podawać na ciepło. Jak wspomniałam wyżej, można zrobić dodatkową warstwę z mięsa i będzie  syty porządny obiad. Smacznego:)


niedziela, 13 lipca 2014

Nowe badania

Czy widzieliście nowe doniesienia dotyczące badań nad autyzmem? Pojawia się ich tak mnóstwo, że łatwo przeoczyć coś nowego. Poczytajcie:

RMF 24: Lek na śpiączkę pomoże w terapii autyzmu?

Środa, 18 czerwca (08:54)
Znany od prawie stu lat lek przeciwko śpiączce afrykańskiej może pomóc w leczeniu objawów autyzmu. Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego ogłosili wyniki prowadzonych na myszach badań, które wskazują, że suramina może skorygować nieprawidłowości mechanizmu przekazywania sygnałów w obrębie komórki. Jak piszą w najnowszym numerze czasopisma "Translational Psychiatry", to kolejny argument za teorią, że właśnie te nieprawidłowości mogą leżeć u podstaw autyzmu.
  • Badacze z San Diego pokazali na przykładzie myszy, cierpiących na odpowiednik autyzmu, że jednorazowe podanie suraminy może skorygować nieprawidłowości mechanizmu przekazywania sygnałów w komórkach. U myszy w wieku odpowiadającym wiekowi 30 lat u człowieka zauważono cofnięcie się neurologicznych objawów choroby.
Naukowcy odkryli, że ekspozycja na zanieczyszczenia powietrza we wczesnym okresie życia myszy powoduje poważne zmiany w ich mózgach. Podobnie jest u ludzi, co skutkuje występowaniem autyzmu i schizofrenii.
Jak podkreśla jeden z autorów publikacji, profesor Robert K. Naviaux, odkrycie wpisuje się w teorię, że objawy autyzmu to skutek wielu, powiązanych ze sobą czynników. - 20 procent znanych czynników ma charakter genetyczny, większość nie. Błędem jest przekonanie, że czynniki genetyczne i środowiskowe są oddzielne i niezależne. Ich oddziaływanie wpływa na przemianę materii w komórce - mówi Naviaux.

Komórki zagrożone atakiem wirusów czy bakterii lub działaniem szkodliwych czynników fizycznych i chemicznych bronią się, ich błony komórkowe sztywnieją. To zaburza działanie miedzy innymi mitochondriów, kluczowych dla życia komórki organelli, zajmujących się między innymi przemianami energetycznymi. Utrzymywanie tej reakcji przez dłuższy czas może prowadzić do zaburzeń rozwoju całego organizmu.
- Komórki zachowują się jak kraje w stanie wojny - tłumaczy Naviaux. Gdy pojawia się zagrożenie, umacniają swe granice. Nie wierzą swoim sąsiadom. Bez stałej komunikacji zaczynają się jednak rozmaicie rozwijać. W przypadku neuronów oznacza to tworzenie się zbyt małej lub zbyt dużej liczby połączeń nerwowych. W nawiązaniu do autyzmu można to rozumieć tak: gdy komórki przestają się komunikować, dzieci przestają mówić-opisuje Naviaux.
Naviaux i jego współpracownicy skoncentrowali się na roli nukleotydów, takich jak ATP i cząsteczek wytwarzanych przez mitochondria w chwili stresu. Te cząsteczki wiążą się z receptorami purynergicznymi, obecnymi na powierzchni każdej komórki. Przetestowano wpływ znanego od blisko stu lat inhibitora tego procesu, suraminy, stosowanego w terapii śpiączki afrykańskiej. Okazało się, że u myszy zatrzymuje ona reakcję obronną i towarzyszący jej proces zapalny. Komórki zaczęły normalnie się komunikować i objawy autyzmu zniknęły.
Działanie suraminy jest tymczasowe, jego efekty widać u myszy przez około 5 tygodni. Długotrwałe jego stosowanie nie jest z kolei możliwe ze względu naefekty uboczne. Badacze są jednak przekonani, że możliwe i wskazane jest przeprowadzenie testów klinicznych na ograniczonej grupie dzieci cierpiących na autyzm. To może być droga do zupełnie nowej metody terapii związanych z nim objawów.

No i drugi ciekawy artykuł. Widać, że badacze nie próżnują, choć wciąż szukają na oślep. Wierzę jednak w to, że w końcu znajdą odpowiedź na wszystkie pytania i autyzm stanie się chorobą rozumianą i możliwą do leczenia.


Naukowy odnaleźli "gen autyzmu"
Dzisiaj, 11 lipca (04:21)

Międzynarodowy zespół naukowców odkrył genetyczną mutację, która prowadzi do rozwoju autyzmu.
  • Gen autyzmu jest w każdym z nas, teraz go zidentyfikowano

Uczeni przeanalizowali przypadku 6176 dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu i zauważyli, że u 15 z nich doszło do mutacji genu CHD8. Poza indukcją autyzmu, uszkodzenie tego genu prowadzi także do wystąpienia problemów ze snem i trawieniem.

Naukowcy zmodyfikowali genetycznie przedstawicieli ryb gatunku danio pręgowany pod kątem CHD8 i wywołali u nich i problemy autystyczne, i trawienne. Wspomniana mutacja wywołuje ponadto efekty
 widoczne gołym okiem - szerszy rozstaw oczu i powiększoną głowę. Mimo iż dotyczy ona tylko 0,5 proc. osób autystycznych, to jej odkrycie jest istotne z kilku powodów. Od teraz będzie można stuprocentowo zidentyfikować autyzm, a ponadto CHD8 pomoże znaleźć pozostałe mutacje, odpowiedzialne za rozwój choroby .



Czytaj więcej na http://nt.interia.pl/raport-medycyna-przyszlosci/medycyna/news-naukowy-odnalezli-gen-autyzmu,nId,1464077#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

niedziela, 6 lipca 2014

Nasze wczorajsze menu

Była na blogu pizza na bazie mięsnej (klik!), tym razem zapraszam na pizzę na bazie kalafiorowej. Tak, tak, nie śmiejcie się, na podstawie z kalafiora:) Ja swój przepis zmodyfikowałam od nieesia25, ale przepis ten krąży w sieci w wielu formach. Pomyślałam, że bardzo dobrze nada się do diety SCD.

PIZZA NA PODSTAWIE Z KALAFIORA (etap 3)
1 duży kalafior
1 jajko
przyprawy typowe dla pizzy: bazylia, oregano, słodka papryka -  wedle uznania, ale w sporych ilościach
sól, pieprz do smaku

Dodatki do pizzy, które lubimy i które dopuszcza nasz etap.

Kalafiora wrzucam do blendera i miksuję na pył, bardzo dokładnie odsączam wodę (od stopnia odsączania będzie zależeć czy spód będzie stabilny, czy będzie się  kruszył. Można też wrzucić go do mikrofali na 6 minut (900w) i dopiero takiego zblendować. Dużej różnicy nie widzę.  Do zmiksowanego kalafiora dodaję 1 jajko, przyprawy i dokładnie mieszam.


Wykładam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, rozciągam po całej powierzchni cienką warstwą i wsadzam do piekarnika  na 20 minut (180 C), aby się podpiekł.
Po tym czasie wyciągam, smaruję ketchupem SCD (klik!), bądź passatą pomidorową SCD (klik!), posypuję ponownie ziołami (my lubimy dużo) i na wierzch układam dodatki (u nas były to papryka, cukinia, szynka domowej roboty i ser cheddar).


Ponownie wsadzam do pieca do zarumienienia się składników.


Wbrew pozorom ta pizza okazała się bardzo sycąca. Oprócz niej przygotowałam na obiad jeszcze zupę, ale wszyscy tak pojedliśmy, że nikt nie miał już na nią ochoty. Sama byłam zaskoczona.

Zrobiłam też nową sałatkę, która bardzo smakowała Piotrkowi i Kacperkowi. Oto sałatka:

WARSTWOWA SAŁATKA Z GROSZKIEM (etap 4)

1 pęczek dowolnej sałaty (u nas była to sałata dębowa prosto z ogródka)
1 duża cebula
6 jajek na twardo
pół paczki mrożonego groszku (gotowanego 8 minut w osolonej wodzie)
4 łyżki domowego majonezu SCD (klik!)
starty ser żółty dozwolony na diecie (klik!) (my użylismy cheddar)



Na dno ułożyć porwaną drobno sałatę, przykryć warstwą pokrojonej cebuli, na to dajemy jajka, 


solimy, pieprzymy, następnie groszek,


 majonez i na sama górę ser żółty.


 Ważne, aby sałatkę owinąć folią spożywczą i wsadzić przynajmniej na godzinę do lodówki, (najlepiej na noc).

czwartek, 26 czerwca 2014

Idziemy do przodu:)

Zobaczcie ciekawostkę. Ci z Was, którzy znają Kacperka osobiście będą wiedzieć o czym piszę. 

W szkole, czy przy pracy stolikowej w domu, Kacper nie potrafi ułożyć żadnych ciągów typu ABABABA lub też ZIELONY CZERWONY ZIELONY CZERWONY lub KOŁO KWADRAT KOŁO KWADRAT nie wspominając już o jakiejś bardziej skomplikowanej kombinacji. No, a tutaj proszę bardzo! Wystarczy rzeczywiste zainteresowanie zajęciem, brak presji i mamy takie efekty:



Ostatnio coraz bardziej przekonuję się do Son Rise Program vel metoda opcji Kaufmanów. Od mniej więcej dwóch tygodni stosujemy większość z ich zasad w domu i już widać zdecydowanie lepsze porozumienie między nami, a Kacperkiem. 
Dodatkowo okazuje się, że to co dotychczas stanowiło dla nas problem nie do rozwiązania, da się obrócić poprzez zabawę w coś, co nie tylko nie jest już uciążliwe dla nas, ale też staje się radością dla niego. 
Byłam w weekend na szkoleniu "Zabawa inspirująca rozwój" prowadzonym przez Pana Adriana Borowika (znajdziecie go na FB jako "Autyzm: warsztaty Adrian Borowik" lub też poprzez fundację "Być bliżej siebie"). Warto skorzystać, jeżeli to szkolenie będzie się odbywać w Waszej okolicy. Mi niesamowicie otwarło oczy na nowe możliwości rozwoju Kacperka  i teraz patrzę na przyszłość dużo pozytywniej. Dodatkowo wspieramy się tą oto książką (klik!). Jeżeli znacie angielski wystarczająco dobrze, aby czytać i macie możliwość załatwienia tej ksiązki z USA (póki co jedyne żródło) to bardzo, bardzo polecam. Jeżeli zaś nie, to słyszałam, że wspomniana wyżej fundacja już pracuje nad przetłumaczeniem jej na język polski, ale konkretów na razie żadnych nie ma. 
Czy nikt nie skorzystał z możliwości terapii u Pani Radomskiej? Mam nadzieję, że udało mi się komuś pomóc?

wtorek, 24 czerwca 2014

Therapeutic Listening

W zeszłym tygodniu Kacperek rozpoczął terapię dźwiękiem. Skorzystaliśmy z uprzejmości Pani Renaty Radomskiej założycielki fundacji "Autyzm Bez Łez". Kacper dostał do domu specjalistyczne słuchawki wraz z wymiennymi płytami do słuchania. Terapia potrwa do połowy października, a płyty będą wymieniane co dwa tygodnie. Piszę o tym do Was również dlatego, że Pani Renata ma wciąż kilka wolnych miejsc na jesień, a terapia jest nieodpłatna. Jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany taką terapią dla własnego dziecka, to proszę kontaktować się  w tej sprawie w fundacji (klik!). Zostało tylko kilka wolnych miejsc, liczy się kolejność zgłoszeń. 


Oto co można przeczytać na stronie PSTIS (klik!) polskiego stowarzyszenia terapeutów integracji sensorycznej:

"Terapeutyczne Słuchanie (Therapeutic ListeningTM )

Integralna częścią tej formy terapii (autorstwa Sheili Frick -terapeutki zajęciowej) również jest słuchanie elektronicznie przetworzonych nagrań z płyt kompaktowych ale sprzęt,z którego się korzysta nie jest stacjonarny i może być używany w różnych warunkach –w domu czy w szkole.Kolejną innowacja w porównaniu z innymi metodami jest połączenie terapeutycznego słuchania (najczęściej codziennego)z terapią integracji sensoryczej- z naciskiem na stymulację przedsionkową oraz strategie ruchowo-posturalne.W rezultacie uzyskuje się wzajemne wzmacnianie się efektów obu modalności terapetycznych .Zwykle w krótszym czasie osiąga się cele terapeutyczne dotyczące modulacji danych sensorycznych, równowagi i percepcji ruchu,wzrasta celowa eksploracja otoczenia , poczucie kompetencji fizycznych,chęć podejmowania zadań angażujących planowanie ruchowe i sekwencyjność, poprawiają się umiejętności społeczne i zdolności językowe.

Realizacja programu Terapeutycznego Słuchania ,bez względu na to czy ma miejsce w domu,szkole czy klinice monitorowana jest przez przeszkolonego terapeutę.Typowy program,induwidualnie dobierany, prowadzony jest przez dwa do sześciu miesięcy,kiedy to zaczynają być widoczne pożądane zmiany w funkcjonowaniu klientów.W wielu przypadkach jest kontynuowany w warunkach domowych jako część dalszej diety sensorycznej,na którą sklada się także procedura „szczotkowania”J.P. Wilbarger ,dostarczanie intensywnej stymulacji peroprioceptywnej,w tym skoki na trampolinie.W programach domowych korzysta się z istniejących już nagrań przeznaczonych do użytku w tzw. terapii otwartej– np.zaczerpniętych z metody SAMONAS,czy płyt EASe,ale autorzy Terapeutycznego Słuchania dopuszczają możliwość poszerzenia tej oferty w miarę rozwoju terapii dźwiękowej. "

Po bliższe informacje kieruję na strony Integrale-terapia.pl  oraz  terapeutycznesłuchanie.pl

niedziela, 22 czerwca 2014

Obsesyjna radość w autyźmie

Za zgodą autorki tekstu Julii Bascom zamieszczam tutaj moje tłumaczenie, tego co napisała. Miłej lektury i refleksji życzę:)

" Mam autyzm. Potrafię mówić. Długo mówiłam do samej siebie, zanim byłam w stanie odezwać się do drugiej osoby. Moja integracja sensoryczna to kompletny bałagan. Moje rozumienie języka nie zawsze jest najlepsze i często mam problem z przetwarzaniem sytuacji społecznych. Nie potrafię żyć na własną rękę, pójść na uczelnię czy radzić sobie w związkach z powodzeniem. Mogę wyjaśnić, żałować i nie życzyć sobie wielu faktów na swój temat i na temat mojego autyzmu: kłopotów ze znalezieniem odpowiednich słów, aby wyrazić co naprawdę miałam na myśli, wolniejszego rozumienia sytuacji międzyludzkich, mojej gumowatej mimiki, mojego lęku, dysfunkcji zmysłów, tendencji mojego mózgu, by zawieszać się na samo-destruktywnych dzialaniach, które kończą się na pogotowiu.

Mogę się skarżyć na to, że jestem skazana na uspołecznianie, edukację i sposób wychowania przeznaczony dla autystów, na czucie się obco, na brak wsparcia, zrozumienia i ciągłą konieczność nauki.

Wiele rzeczy może uczynić mnie  nieszczęśliwą, przy jednoczesnej obojętności otoczenia. Wiele spraw jest trudniejszych.

Jednak niektóre, niektóre rzeczy są dużo prostsze. Bycie autystą oznacza, że czasami czujesz nieprawdopodobne szczęście. Dlatego musisz trzepać rękami. W kólko powtarzać ruchy. Mieć wspaniałe obsesje (moje to Sudoku i Glee - wcale się tego nie wstydzę).

Teraz, być  może, tego  nie rozumiesz. Być może dlatego, że obsesja i stymulacje znaczą dla Ciebie coś innego niż dla mnie. Nie tylko, znaczą dla was coś innego, ale wasza  interpretacja nawet nie zbliża się do tego co ja myślę. To nie tylko to, że siedzę w pokoju, a serce mi wali i wszystko o czym mogę myśleć to Glee. Nie tylko to, że jedyne co chcę robić, to czytać na ten temat, mówić na ten temat i nigdy nie iść spać, bo to oznaczałoby tracenie czasu, gdy mogę go poświęcić na Glee. Tak może trwać przez całe dnie. To nie tylko to, że w głowie ciągle rozwiązuję Sudoku i szukam numerów. W każdej rozmowie dążę do Glee lub liczb, nawet w takiej, kiedy jest mowa o powstrzymaniu zachowań stymulujących, aby zakończyc krzyki i rzucanie przedmiotami.
(to nie jest efekt kojarzenia ani ciśnienia wstydu, ponieważ gdy autysta jest radośnie czymś pobudzony, znajdą się wokól ludzie, którzy będą z tego szydzić i naśmiewać się. Niektórzy z nas biorą to do siebie, staraja się odciąć od swoich obsesji i pozwalają szydzącym zabrać sobie tą unikalną, nieprzetłumaczalną radość i obrócić ją w coś brudnego i złego).

Nie o takie rozumienie obsesji chodzi jak to, które osoby neurotypowe mogą zrozumieć i przetworzyć. To o czym ja  mówię, wychodzi dalej, nie jest  uznawane jako "normalne".

Chodzi o to, że doświadczenie tego stanu jest bardzo bogate.  Ma teksturę, jest żywe, składa się z wartsw. Emanuje radością. To jak maszyna do przytulania dla mojego mózgu.  Powoduje, że moje serce zaczyna bić szybciej  i moje usta układają się do uśmiechu co parę minut. Czuję jakby szły ze mnie iskry.  Każdy fragment mojego ciała jest totalnie zaangażowany w odczuwanie tej radości i zasilany dzięki tej obsesji. Wszystko wokól staje się oczywiste.

To jest piękne. Jest idealne. 

Dużo trzepię rękami, kiedy myślę o Glee lub kiedy skończę Sudoku. Wydaję z siebie wtedy ciche, śmieszne dźwięki. Kręcę się w kółko. Kiwam się i śmieję. Jestem szczęśliwa. Bycie austystą, dla mnie, oznacza wiele różnych rzeczy, ale jedną z najlepszych rzeczy jest to, że mogę być tak szczęśliwa,  zachwycona rzeczami których nikt inny nie rozumie. Jestem owinięta swoją radością do tego stopnia, że nie tylko nie ma znaczenia, że nikt ze mną jej nie dzieli, ale wręcz może stać się zaraźliwa.

To jest ta część autyzmu, której nigdy  nie mogę wyjaśnić. To część, której nigdy nie chcę stracić. Bez tej części, nie warto byłoby w ogóle mieć autyzmu.

Ludziom neurotypowym żal autystów.  Ja współczuję osobom neurotypowym. Współczuję każdemu, kto nie jest zdolny czuć, że trzepanie rękami może tak bardzo wzmocnić wszystko co odczuwamy i wystrzelić nas prosto w powietrze. Współczuję każdemu, kto nie rozumie jak piękne są wielokrotności siedem, każdemu kto nie dostaje dreszczy na widok cienia kładącego się na planszy gry  rozłożonej  na stole. Żal mi każdego, kto jest tak ograniczony przez to, co jest uznane za dopuszczalne szczęście, że nigdy nie zrozumie,  że bycie autystą oznacza spacerowanie pośród tłumu, milczących, smutnych ludzi i chowanie swojego szczęścia w wielkim ukryciu. Pozwalanie, aby radość ogrzewała mnie, kiedy przebiegam myślą po znanych szlakach  mojej obsesji i rozjaśniała sobą caly dzień.

Przybiera miliony form. Chłopiec wyciszający się, trzepiący rękami, buczący i śmiejący się. Obsesja odpowiednia do wieku  - lub też zupełnie nie pasująca.  Przewracanie palcami przed oczyma, monolog, echolalie. To wszystko, czego autyści powinni się wstydzić i przestać robić? To jest sposób w jaki komunikujemy swoją radość.

Oto co zmieniłabym, gdybym mogła dokonać trzech zmian w sferze tego  jak świat widzi autyzm. Aby świat zrozumiał, że my odczuwamy radość - czasem tak wielką i prywatną, wszechogarniającą, że przyćmiewa wszystko co świat może poczuć.
Aby świat przestał pozbawiać nas naszej radości, przestał chwytać nasze trzepoczące ręce i eliminować zainteresowania "niezgodne z wiekiem ", przestał zawstydzać i wmawiać nam, że nie jesteśmy i nigdy nie możemy być szczęśliwi. Aby nasza radość była ceniona i rozpoznawana jako część naszej niepełnosprawności, prowadzona i wspólna.

Piszę o obsesyjnej radości w autyźmie. Więc jeżeli, jak sądzę, pokuszę się na wyjaśnienie na czym polega inność rozumienia przeze mnie obsesji (i przez to obsesyjnej radości), mogę przywołać stary obraz profesora łapiącego niczego nie spodziewających się przechodniów i zatrzymującego ich do wysłuchania półgodzinnego wykładu. Zbyt często taki obrazek  interpretujemy zniesmaczonymi oczyma niechętnego audytorium. Ja natomiast chciałabym, abyście spojrzeli na tą samą rzecz oczyma wykładowcy, który nie jest tak bardzo zdeterminowany, aby wbijać im do głowy wiedzę, jak oni nie są otwarci na przypływ radości, której chcą się pozbawić.

Dlaczego miałbyś mnie tego pozbawiać?"


niedziela, 15 czerwca 2014

Jeszcze pachnący niedzielny obiad

...czyli SCD sycylijska zupa weselna i pieczeń rzymska SCD w ketchupie, aromatyczna, wilgotna i po prostu pyszna. Zapraszam:


SCD SYCYLIJSKA ZUPA WESELNA ( etap 4)


Zupa przygotowywana jest w dwóch etapach. Najpierw robimy pulpeciki do zupy, a potem resztę. Jest to przepis modyfikowany do SCD z 2008 Barefoot Contessa.

Na noc namoczcie 1 filiżankę soczewicy. Rano przepłuczcie ją dokładnie w czystej wodzie. 

Składniki na pulpety:
80 dkg mielonego kurczaka
1/2 szklanki mielonych migdałów
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
1/4 szklanki  osobiście drobno startego parmezanu (dieta nie dopuszcza sera tartego komercyjnie)
1/4 szklanki drobno startego innego dozwolonego na diecie sera
3 łyżki jogurtu SCD
1 duże jajko
sól, pieprz

Składniki na zupę:
2 łyżki tłuszczu gęsiego, oliwy z oliwek lub masła klarowanego
2 średnie cebule drobno pokrojone
3 marchewki pokrojone w talarki
2 łodyżki selera naciowego pokrojone drobno
3.5 litra domowego wywaru dobrej jakości (rosół SCD lub np. ja zawsze zachowuję wodę spod gotowania wszystkich mięs i warzyw, mrożę to w słoikach i ilekroć gotuję zupę zawsze znajdę 3 litry zamrożonego wywaru, polecam ten sposób)
1 filiżanka wymoczonej przez noc soczewicy (ja użyłam czerwonej)
1 pęczek koperku drobno pokrojony
1 paczka baby szpinak

Sposób przygotowania:

Rozgrzejcie piekarnik do 160 C. W misce umieśćcie mielonego kurczaka, migdały, czosnek, pietruszkę, sery, jogurt, jajko, 1 łyżeczkę soli i 1 łyżeczkę pieprzu. Wymieszajcie delikatnie widelcem. Formujcie małe kuleczki, wielkości piłeczki do ping ponga, albo lepiej jeszcze  mniejsze (chodzi o to, żeby były na jeden kęs) i ułóżcie je w brytfannie wyłożonej pergaminem. Powinno wyjść około 40 sztuk. Pieczcie pół godziny do lekkiego zrumienienia i odłóżcie na bok. 


W dużym garnku o grubym dnie rozgrzejcie tłuszcz, wrzućcie cebulę, marchew, selera i podsmażcie na średnim ogniu do zmięknięcia, około 5 minut. Dodajcie wywar, zagotujcie, dodajcie soczewicę, gotujcie do jej zmięknięcia około 10 minut. Następnie wrzućcie koperek i pulpety. Po kolejnej minucie wrzućcie cały szpinak. Bardzo szybko się skurczy, potrwa to dosłownie chwilkę i wtedy już możemy podawać zupę. Zróbcie ją, warto. To jest taka zupa, że spokojnie możecie podać ją gdy spodziewacie się eleganckich gości, chcecie zabłysnąć na imprezie. Jest inna niż typowe zupy i bardzo smaczna. 

Na drugie danie mieliśmy SCD pieczeń rzymską w ketchupie z sałatką z sałaty rzymskiej i dodatków w sosie winegret. Podawałam już wcześniej dwie propozycje pieczeni rzymskich, ale ta jest lepsza od poprzednich.

SCD PIECZEŃ RZYMSKA W KETCHUPIE (etap 3)


1 łyżka oliwy z oliwek
3 duże lub 5 średnich cebul (drobno pokrojone)
1 łyżka suszonego tymianku
2 łyżeczki soli
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę 
1 łyżeczka pieprzu
1/3 szklanki wywaru spod gotowania mięsa lub warzyw
1 łyżka ketchupu SCD (klik!) + 1/2 szklanki
1.20 kg mielonej osobiście łopatki wieprzowej
1/2 szklanki mielonych migdałów
2 duże jajka


Rozgrzejcie piekarnik do 160 C. Na patelni podsmażcie na oliwie cebulę, tymianek, sól i pieprz do czasu, aż cebula zrobi się przeźroczysta, a nie brązowa. Dodajcie wywar, czosnek i 1 łyżkę ketchupu, wymieszajcie. Odstawcie do przestudzenia. 

W dużej misce połączcie łopatkę, przestudzoną cebulę z patelni, migdały i jajka i delikatnie wymieszajcie widelcem. Nie wyrabiajcie ręką, bo wyjdzie twarda. Przełóżcie na papier do pieczenia w brytfannie i uformujcie regularny kształt. Całość pokryjcie rozsmarowanym ketchupem i pieczcie przez 1 i 1/4 godziny. Smacznego:) 


sobota, 14 czerwca 2014

Propozycja na śniadanie rodzinne

Frittata warzywna to świetne śniadanie, kiedy mamy więcej czasu rano, choćby w weekend. Pokażę Wam taką, jaką mieliśmy dzisiaj rano.



 SCD FRITTATA Z KURKAMI (etap 2)

Porcja na 2 osoby:
6 jajek 
duży pomidor
paczka mrożonych kurek
pół wiązki szparagów
3 łyżki koziego sera SCD (powstałego przed odcieknięcie na gazie jogurtu SCD)
tymianek, sól, pieprz
masło klarowane lub tłuszcz gęsi

Piekarnik rozgrzac do 180 C. Wybrać patelnię, która można wsadzić do piekarnika.
Na patelni roztopiłam tłuszcz, dodałam wciąż zmrożone kurki, umyte i pokrojone w 3 cm kawałki zielone szparagi i pokrojonego w plastry, obranego ze skórki pomidora. To wszystko zaczęło się podsmażać, a przez to, że grzyby były mrożone, to również niejako gotować w wodzie, która wyciekała z grzybów. Jeżeli weźmiecie świeże kurki, to aby zachować drugi etap, trzeba je lekko podlać wodą i tak długo podsmażać, aż woda odparuje.  Po około 8 minutach  wrzuciłam gdzieniegdzie po kawałku sera, zalałam to wszystko rozbełtanymi jajkami z sola, pieprzem i dużą ilością świeżego tymianku. 
Nie mieszając, poczekałam 3-4 minuty, poczym całość wraz z patelnią włożyłam na 20 minut do piekarnika. 


Mniam:)

czwartek, 12 czerwca 2014

Jak podnieść swoją wagę na SCD

Dieta SCD nie jest uboga w kalorie. Czym dalej posuwamy się w diecie, zauważymy wyraźnie, że dużą część naszego jadłospisu stanowią różne orzechy, czy to na początku w postaci masła orzechowego, czy potem już mąki. Powodem, dla którego tak dużą częśc jadłospisu zajmują, jest to, że podczas obróbki zachowuja się trochę jak mąka. Można z ich pomocą piec ciasta, chleby, robić spody do pizzy, panierować, używać jako wypełniacza w potrawach. Zastosowań jest bardzo wiele. Dlatego osobie na SCD, przynajmniej teoretycznie,  nie grozi utrata wagi.

Inaczej jednak się dzieje u osób, u których wchłanianie nie przebiega wciąż prawidłowo, u tych którzy mają problem z trawieniem tłuszczu, no i przede wszystkim u tych, którzy dopiero rozpoczynają dietę i ich menu jest bardzo ograniczone.

Chciałabym skupić się na grupie właśnie tych ostatnich osob. Etap pierwszy dopuszcza kilka warzyw i owoców, zabronione są orzechy, możemy jednak spożywać tłuste rosoły, do czego bardzo zachęcam (nie zbierajcie z wierzchu tłuszczu, organizm czerpie z niego wiele pożytku). Możemy podsmażać (ale nie mięso!) na maśle klarowanym oraz na oleju kokosowym.  Doskonała jest też oliwa z oliwek, ale na niej raczej nie smażymy, bo łatwo pali się przy wyższych temperaturach. lepiej ją jeść na zimno, na tak wczesnym etapie np. w majonezie SCD. Zaleca się rozpoczynać właśnie z tymi trzema tłuszczami.


Kolejnym bardzo wartościowym tłuszczem jaki powinniśmy jak najszybciej wprowadzić, jest wchodzące w drugim etapie awokado. Hmm...widzę, że na stronie amerykańskiej naniesiono ostatnio adnotację, że awokado powinno być gotowane na 2 etapie. Sprawdzę to i dam znać. Pamiętam wyraźnie, że my w tym czasie jedliśmy surowe, z tym że mocno dojrzałe...

W każdym razie awokado jedzcie, bo zawiera luteinę i zeaksantynę poprawiające kondycję oczu, silne przeciwutleniacze witaminy C, E, A oraz witaminy z grupy B, zawiera dużo potasu, regulującego ciśnienie krwi, poprawiającego pracę serca i układu nerwowego, likopen oraz kwas oleinowy. Awokado jest bardzo kaloryczne. W 100 g ma 160 kcal czyli, że pojedynczy owoc może mieć ponad 400 kcal. No i to jest powód, dla którego trzeba go jeść sporo, szczególnie na początku diety. Musimy powstrzymać początkowe chudnięcie. 

Steve Wright w swoim artykule na temat przytycia na diecie SCD podaje 2 przykładowe koktajle, które są bardzo kaloryczne i jeżeli tylko etap diety nam pozwala można je pić, aby przytyć:


1.
Koktajl nabiałowy
1 awokado ok. 384 kcal, 35 g tłuszczu, 20 g węglowodanów, 5 g białka
2 średnie, dojrzałe banany ok. 205 kcal, 54 g węglowodanów, 2 g białka
4 surowe jajka ok. 284 kcal, 20 g tłuszczu, 24 g białka
200 g jogurtu SCD z tłustego mleka - 149 kcal, 8g tłuszczu, 11 g weglowodanów, 9 g białka
Razem: 1022 kcal, 63 g tłuszczu, 85 g weglowodanów, 40 g białka

Wszystkie koktajle z surowymi jajkami wypijamy natychmiast po zrobieniu, a jajka wyparzamy wrzątkiem przed rozbiciem skorupki. Do tego typu koktajli zawsze miejcie jajka wysokiej jakości. Wszystko blendujemy dodając odrobinę wody dla otrzymania pożądanej konsystencji.

2.
Koktajl  bez nabiału
200 g mleka kokosowego - 445 kcal, 48 g tłuszczu, 6 g weglowodanów, 5 g białka
2 średnie dojrzałe banany - 205 kcal, 54 g węglowodanów, 2 g białka
200 g borówki amerykańskiej - 71 kcal, 19 g węglowodanów
4 duże surowe jajka ok. 284 kcal, 20 g tłuszczu, 24 g białka
Razem: 1005 kcal, 68 g tłuszczu, 79 g węglowodanów, 31 g białka


Wspomnieć należy również o tłuszczach pochodzących z orzechów. Szczególnie dobry jest olej arachidowy, ale również oleje z orzechów laskowych, migdałów, orzechów macadamia, pecan, nerkowców. Dobry jest olej lniany i sezamowy. To wszystko są oleje, których nie wprowadzajcie na początku. 
Zanim to zrobicie wprowadźcie tłustego łososia i tłustego halibuta. węgorza, szprotę, śledzia, makrelę, jesiotra i karpia. To wszystko są ryby zawierające dużo tłuszczu. 

Pamiętajcie, że jajka są stosunkowo tłuste i zawierają sporo kalorii. 
Jak tylko dojdziecie do etapu drugiego sytuacja zacznie się zmieniać na lepszą. Dojdą masła orzechowe, możliwości pierwszych wypieków i waga zaraz przestanie spadać. 

Dieta najtrudniejsza jest na początku. Czym dłużej na niej jesteśmy, tym czujemy się lepiej i łatwiej ją znosimy. Kacper nie ma teraz żadnej ochoty na zabronione jedzenie, ale nie opieram swojej opinii tylko na nim. Tak naprawdę gluten i cukier uzależniają. Jeżeli pokonamy to uzależnienie, zaczynamy się czuć dobrze, silniej i to, co tak kiedys kusiło, nie robi juz większego wrażenia. 


środa, 11 czerwca 2014

Dżem

Szczególnie do tych wszystkich, którzy są teraz na początku diety - korzystajcie z czasu i zróbcie sobie na zimę dżemy. Teraz nie możecie ich jeść, ale jesienią i zima już z pewnością tak, a wtedy okaże się że to był świetny pomysł. 

Kupiłam wczoraj 3 kilogramy truskawek. Normalnie sprzedają za 5 zł, ale znalazłam jedno miejsce z ceną 4 zł/kg. To, co widzicie to połowa mojej pracy, dzisiaj kupię następne 3 kg  i cały sezon będę mieć obstawiony:). To samo możecie zrobić  z następnymi owocami jakie będą się pojawiać. 

W sklepie nie udało mi się nigdy znaleźć dżemu, który spełniałby wymogi diety SCD. Przypominam, że pektyna też jest zabroniona.

SCD DŻEM TRUSKAWKOWY (etap3)

300 g truskawek
1/3 szklanki miodu

Oczywiście to jest tylko proporcja, którą trzeba dowolnie pomnożyć, a jeśli chcecie bardzo słodki to dodajecie węcej miodu. 
Truskawki obieram i myję, poczym wrzucam do dużego garnka z grubym dnem i w nim wsystkie miksuję na miazgę (dzieci nie lubia całych truskawek w dżemie, ale to już jak kto woli). Dodaję miód. Gotuję 40 minut, żeby odparował i się zagęścił, i wsadzam do wyparzonych słoików. Pasteryzuję 20 minut. 


Właściwości miodu tu nie ocalimy, bo nawet gdyby dodać go pod koniec to i tak trzeba później pasteryzować. Myślałam o tym, ale taka metoda, sprawdziłaby się przy dżemie, który robimy do bezpośredniego zjedzenia.

wtorek, 10 czerwca 2014

Tłuszcz gęsi

Dzisiaj chciałabym poświęcić kilka słów wspaniałemu tłuszczowi gęsiemu.

Dieta SCD na samym początku zaleca stosowanie masła klarowanego oraz oleju kokosowego, a dodatkowo do spożywania na zimno oliwy z oliwek. Jednak kiedy najgorsze symptomy złego trawienia miną (mam na myśli ciągłą biegunkę, nieustające bóle i silne zaparcia) wtedy możemy i powinniśmy rozszerzyć zakres rodzajów spożywanych tłuszczów. Sądzę, że pierwszym jaki powinniśmy wziąć pod uwagę jest tłuszcz gęsi.

Od wieków wiadomo, że to niesamowicie zdrowy tłuszcz. Niestety, od kilkudziesięciu lat zaczęto nam wmawiać coś zupełnie przeciwnego, że jedyne co dobre to tłuszcze roślinne, na których produkcji wytwórcy mają niesamowity wręcz zysk. Także niestety, ale przynajmniej dwa ostatnie pokolenia dały się omamić handlowemu bełkotowi i opłaconym przez nich "naukowcom". Rozpowszechnianie każdej wiedzy w dzisiejszym świecie kosztuje spore pieniądze. Dlatego ci co je mają, łatwo przekonają opinię publiczna do racji, które są w ich interesie. Tak dzieje się nie tylko w kwestii dyskusji nad korzystnymi dla człowieka tłuszczami, ale również w farmacji i biznesie, bo tak to nazwę, szczepiennym. Nie chcę jednak się nad tym teraz rozwodzić, bo to zbyt szeroki temat, na innego posta.

Tłuszcz gęsi to bogactwo nienasyconych kwasów tłuszczowych, głównie oleinowego, tego samego, który jest w oliwkach. Ma on dodatkowo tę zaletę, że można rozgrzewać go aż do 200 C i się nie pali. Dawniej używano go jako lekarstwo w szeregu chorób i dlatego naniosłam adnotację w poście "jak leczyć się na diecie SCD". Zerknijcie w wolnej chwili.

Skąd wziąć tłuszcz gęsi? Nic prostszego. Gęś jest w każdym większym sklepie. Tak, wiem, cena około 60 złotych za sztukę, wczoraj kupiłam i tyle zapłaciłam za 5 kilowego ptaka.

Wydaje się drogo, jednak nam taka gęś starcza na dwa dni obiadu (4 osobowa rodzina), do tego zyskuję litr wytopionego tłuszczu gęsiego (bardzo drogiego w handlu), który starcza mi na jakieś 3 miesiące.

Na kościach i resztkach po pieczeniu gęsi robię  dodatkowo rosół z lubczykiem. Przez to, że robiony jest na pieczonych w jabłkach kościach i skórach zyskuje zupełnie inny, według Piotrka dużo lepszy niż ten tradycyjny, smak.

Wątrobę zachowuję do pasztetu SCD, tego o którym pisałam na Wielkanoc, lub odkładam do zamrażarki i jak zbierze mi się ich kilka (gęś kupuję regularnie, jak tylko kończy mi sie tłuszcz, kupuję następną) i robię z nich pyszny gęsi pasztecik.

Na sam koniec jeszcze, z tego co zostało na dnie brytfanny robię esencjonalny sos do dania na drugi dzień. Nic sie nie marnuje.


Myślę więc, że na tyle dobroci, 60 złotych to wcale nie tak dużo i raz na trzy miesiące każdy może je wygospodarować.

 SCD PIECZONA GĘŚ (etap2)

1 gęś 4-5 kg, świeża lub mrożona
7 jabłek  - użyłam Gloster (z tego elementu nie rezygnujcie, robi całą potrawę)
masło klarowane
1 łyżka soli morskiej
1 łyżka pieprzu
3 łyżki suszonego tymianku
1 łyżka mielonego kminku
5 ząbków czosnku przeciśniętych przez praskę


Rozmrożoną gęś będziemy piec w niskiej temperaturze długi okres czasu. Na 5 kg gęsi sugeruję 8 godzin w piekarniku rozgrzanym do 130 C. Jeżeli chcecie więc podać ją na obiad, to trzeba wstać wcześnie rano i włożyć ją do pieca. Przygotować możemy wieczorem, a rano tylko rozgrzać piekarnik i wsadzic gęś.  Potrzebne będzie duże naczynie z przykrywką, a jeżeli nie macie jak ja, to można nakryć ptaka grubą warstwą folii aluminiowej (matową stroną na zewnątrz). 


Gęś umyjcie, osuszcie dokładnie i natrzyjcie z obu stron podanymi przyprawami oraz masłem klarowanym szczególnie w miejscach gdzie blisko pod skórą są kości, czyli skrzydła i nogi. W sokowirówce wyciśnijcie sok z 7 jabłek i takim gęstym sokiem polejcie gęś (na zdjęciu wygląda jak musztarda:)). Ułóżcie piersią do dołu w brytfannie, przykryjcie szczelnie i włóżcie do rozgrzanego pieca. Zacznijcie odliczać 8 godzin.
Po upływie tego czasu można gęś przyrumienić na funkcji grilla po 5 minut z każdej strony, ale nie jest to konieczne. Gęś wyjmijcie na półmisek, dajcie jej poleżeć 10 minut przed krojeniem, płyny spod pieczenia zachowajcie. W nich właśnie znajduje się wspaniały tłuszcz gęsi.


Ja mam takie proste urządzenie do oddzielania tłuszczu od płynów, ale równie dobrze można płyny zlać i wsadzić do lodówki, a kiedy wystygną, zebrać warstwę tłuszczu z wierzchu, włożyć do jakiegoś pojemniczka i przechowywać w lodówce. Używać jak najczęsciej, do woli. Nadaje pięknego zapachu potrawom i wzbogaca ich smak. Z mojej gęsi wyszło trochę ponad litr wysokiej jakości tłuszczu.


Spróbujcie takiej zabawy z gęsią, może polubicie ten sposób i będzie częściej gościć na Waszych stołach?