czwartek, 20 listopada 2014

SCD Fasolowe bułki Emilki

Przepis ten jest bardzo prosty. Robi się je szybciutko. Ja użyłam tu akurat foremek na muffinki, ale najlepsze byłyby okrągłe foremki do ciasteczek - niestety nie mam takich. Obecnie zbieram puszki po tuńczykach. Potrzeba takich około 15-tu. Będą świetnymi foremkami do wypieku bułeczek.

Ze względu na fasolę oraz rodzynki, jest to bardzo zaawansowany przepis na diecie, ale nie martwcie się, dojdziecie tam szybciej niż się zdaje, a wtedy przepis będzie jak znalazł.




SCD FASOLOWE BUŁECZKI EMILKI (etap 5)
(przepis Anna W.Purdum)

4 jajka
1 łyżeczkę sody
1/2 łyżeczki soli
niecałe 1/2 szkl rodzynek
1.5-2 szkl gotowanej zgodnie z zasadami diety*, dozwolonej na SCD fasoli

Do blendera wrzucamy  jajka, sodę, sól i rodzynki. Blendujemy na wysokich obrotach, do jak najdokładniejszego połączenia składników. Pod sam koniec dosypujemy fasoli (tutaj limeńska) i cały czas blendując sprawdzamy konsystencję. W razie potrzeby dosypujemy  więcej fasoli. Konsystencja ciasta ma być taka, jak gęste ciasto na naleśniki.

Piekarnik rozgrzewamy do 190 C, wypełniamy foremki ciastem do 3/4 wysokości:


i pieczemy około 20-25 minut. Po wyjęciu z piekarnika studzimy na ruszcie. Rosną ładnie, mają wyrazisty, ale przyjemny smak.



Tutaj akurat widzicie poranne śniadanie Kacperka czyli bułeczki Emilki z pasztetem wielkanocnym i ketchupem SCD.


Smacznego:)


* Fasola jest gotowana zgodnie z zaleceniami diety jeżeli: namoczymy ją na 12 godzin, a następnie wodę, w której się moczyła odlejemy, fasolę dokładnie przepłukamy i ugotujemy do miękkości w świeżej wodzie. 12 godzin musi być zachowane, nie może być przekroczone 30 godzin (wtedy staje się bardzo ciężka do strawienia). Pamiętajcie, że nie wszystkie fasole są dozwolone na SCD. Tutaj przeczytacie, które dieta dopuszcza.


sobota, 15 listopada 2014

Szybka zupa krem z zielonego groszku

SCD ZUPA KREM Z ZIELONEGO GROSZKU (etap3)


Jeżeli mamy wcześniej przygotowany wywar to zupę robi się bardzo szybko. Potrzebujemy:

900 g mrożonego groszku (to są akurat 2 opakowania z Hortexu)
1.5 litra wywaru SCD*
2 cebule
1 duży ząbek czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
1 por (tylko jasna część)
sól, pieprz, płaska łyżka Vegety SCD

Do dekoracji: jogurt SCD oraz grzanki z przyrumienionego pieczonego boczku

Pokrojoną cebulę, pora  i czosnek podsmaż na łyżce oliwy, kiedy się zeszklą zalej wywarem. Wrzuć zamrożony groszek. Pogotuj 10 minut. Zblenduj zupę na krem i dopraw do smaku.

Ja dodatkowo wrzuciłam do zupy 2 kulki zamrożonego w postaci brykietu szpinaku. Zawsze to więcej warzyw, więc zdrowiej, jednak jeżeli akurat nie macie szpinaku to zupa też wyjdzie dobra.

Jeśli chodzi o boczek, to kupuję duży kawał boczku, piekę go, a potem dzielę i zamrażam jako osobne kawałki. W razie potrzeby taki kawałek kroję drobno, szybko się rozmrozi, podrumieniam i grzanki gotowe.

*Wywar SCD to wywar z dowolnego mięsa i dowolnych warzyw dopuszczanych przez dietę (etapami się tu nie przejmujemy) doprawiony wyłącznie naturalnie jakbyśmy byli w 18 wieku. Żadna kupna vegeta, żadne kostki rosołowe czy inne wynalazki.


czwartek, 13 listopada 2014

Prośba o Wasze zaangażowanie

Kochani:)  Jak wiecie zapewne na blogu brakuje konkretnej informacji, na temat suchego sera twarogowego, który  dieta SCD dopuszcza już od etapu intro. Aby taki ser był legalny na diecie musi spełniać dwa warunki:

  • musi być poddany co najmniej 24 godzinnemu procesowi fermentacji (w celu usunięcia całej laktozy z sera)
  • nie mieć żadnych innych dodatków typu np. śmietana. Dopuszcza się jedynie sól.
Dotychczas napisałam do kilku firm i wciąż czekam na odpowiedzi. Na razie przyszła tylko jedna, z firmy Zott. Ich ser twarogowy nie spełnia wymogów diety, gdyż zawiera około 3 % laktozy i czas poddania procesowi fermentacji wynosi 12 godzin.

O co chcę Was prosić? Wybierzcie się do swojego codziennego sklepu spożywczego i odpiszcie nazwy producentów serów twarogowych jakie znajdziecie u siebie. Napiszcie mi te nazwy, a ja skontaktuje się z przedstawicielami i ustalę czy dany ser spełnia wymogi diety. Byłoby nam wszystkim dużo łatwiej gdybyśmy znaleźli produkt legalny. 

Dotychczas napisałam do firmy Piątnica, Zott i Mlekovita. 

Czekam na sprawozdania:)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Jak radzimy sobie na imprezach zbiorowych

Przyznam, że kiedy nagle wpada ktoś z zaproszeniem nas jako rodziny, na jakąś większą imprezę czy to w restauracji, czy u kogoś w domu, typu rocznice, urodziny, ślub i takie tam, to wpadam w panikę:)

Oczywiście chodzi o to, jak pogodzić dietę Kacperka z zastawionymi stołami pełnymi zakazanego jedzenia. Kiedy zazwyczaj nie mam kłopotów z wymyśleniem co podać na obiad, to w takich chwilach dostaję jakiegoś paraliżu, jak to wszystko ogarnąć.

Wiadomo, że najprostszym rozwiązaniem byłoby po prostu zostawić Kacperka u babci. Babcia całkiem nieźle manewruje w tematach diety i ma dobre podejście do Kacperka i jego choroby, czuję więc, że pozostawiony u niej jest bezpieczny.

Jest to jednak droga na skróty i wcale mi się nie podoba, bo wiem, że każde spotkanie w większym gronie rozwija Kacpra pod względem społecznym. Bardzo nam potrzeba takiego treningu, aby uczył się być wśród ludzi, akceptować normy społeczne, przyswajał akceptowane zachowania. Tym bardziej, że Kacper wyraźnie garnie się do ludzi, do towarzystwa.

Wobec tego wszystkiego, w 9 na 10 przypadków nie odmawiam, nie zostawiam go u babci, tylko postanawiam zabrać z nami.

Jeśli chodzi o gości, to nie ma żadnego problemu, każdy albo wie o chorobie Kacperka albo jest informowany na miejscu i generalnie ludzie są wyrozumiali i serdeczni. Chcą pomóc.

Nie ma też problemu z tym, że Kacper sięga na imprezie po zakazane jedzenie. Mam to szczęście, że przyjął dietę i zrozumiał że "niedietowe" jedzenie nie jest dla niego.

Zależy mi jednak na tym, by nie czuł się pokrzywdzony i jeżeli w danym momencie na  stół wjeżdża np. tort to i ja chcę być na to przygotowana i wyjąć z torby, w tym samym czasie, torcik SCD dla Kacperka.

Dzwonię więc do gospodarzy imprezy na dwa, trzy dni przed wydarzeniem i pytam ogólnie o rodzaj menu. Nie interesują mnie szczegóły, ale zadaję pytania typu:

  • czy będzie zupa i drugie
  • czy będzie zimna płyta
  • czy będą lody lub tort
  • czy będą ciasta
  • czy będzie coś charakterystycznego (np. ognisko z pieczeniem kiełbasek)


Nie spotkałam się jeszcze z niechęcią w udzielaniu takich informacji. Każdy wie, że to nie pusta ciekawość mną kieruje, tylko specyfika sytuacji.

Kiedy więc już mniej więcej wiem, jak będzie wyglądało menu, siadam z pustką w głowie i zaczynam panikować:) No, po prostu jest to silniejsze ode mnie i nie znoszę tego uczucia. W końcu, w mękach, zlepiam w całość analogiczne menu w wersji SCD i przystępuję do pracy.

Właśnie byliśmy na jednej z takich imprez. Tutaj pakuję koszyk z żywnością:



Tym razem, musiałam zapewnić dwa ciepłe dania, ciasto, owoce i przegryzki. To nie dużo. Gorzej jest jak idziemy np. na ślub gdzie zabawa trwa kilkanaście godzin.
Pomyślałam, że być może i Wy staniecie kiedyś przed taką sytuacją i ten post pomoże się Wam zorganizować, dlatego opiszę dokładnie, co zabrałam tym razem.

Napoje:
1. wyciśnięty sok z jabłek w proporcjach 1:1 z wodą
2. napój pomarańczowo - marchwiowy sztuk 2 (jest mega spróbujcie):

NAPÓJ POMARAŃCZOWO MARCHWIOWY - super! (etap 3)
Proporcje na 2 litry płynu:
przep. Skutecznie.tv

1 duża pomarańcza
2 średnie marchewki
sok z połowy cytryny
1/3 szkl miodu
2 litry wody

Pomarańczę dokładnie szoruję i sparzam wrzątkiem. Połowę obieram i kroję na małe fragmenty, a drugą połowę kroję ze skórką. Marchewki obieram i kroję podobnie. Wszystko to zalewam 1/2 litra wody, przykrywam i gotuję do miękkości. Po wystudzeniu miksuję w wodzie, w której się gotowało.

Osobno gotuję 1.5 litra wody, studzę, dodaję sok z cytryny i miód, rozpuszczam. Do tej wody dodaję przecedzone przez gęstą szmatkę owoce/warzywa zmiksowane wcześniej. Napój trzeba porządnie schłodzić. Jest pyszny!



Jako przegryzki:
1. orzeszki nerkowce
2. mandarynki
3. winogrona

Jako ciasto:
1. batoniki granola
2. ciasto bananowe (przepis poniżej)

Jako dania główne:
1. Kalamniaki (przepis poniżej) z kotletami mielonymi o smaku kokosa
2. orientalny kurczak (przepis poniżej)




CIASTO BANANOWE (etap 3)
przep. Danielle Walker

2 łyżki oleju kokosowego plus dodatkowo na wysmarowanie brytfanny
4 duże jajka
3 łyżki miodu
1/2 łyżeczki octu
1/2 szkl mąki kokosowej (wszystkie mąki tego typu możemy zmielić z orzechów, w młynku do kawy, w domu)
1/4 szkl mąki migdałowej (analogicznie  - jak wyżej)
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
1/3 szkl mleka kokosowego
3 duże dojrzałe banany

Dodatkowo można dodać posiekane orzechy, rodzynki  czy suszoną żurawinę bez cukru (do kupienia chyba tylko na internecie).

Rozgrzej piekarnik do 180 C. Wysmaruj mała keksówkę olejem kokosowym, a dno wyłóż papierem do pieczenia. Zmiksuj razem dokładnie olej kokosowy, jajka, miód, wanilię i ocet. Połącz ze sobą suche składniki, po czym dodaj je do mokrych i zmiksuj razem.

Osobno, rozgnieć widelcem banany na miazgę, dodaj mleko kokosowe, wymieszaj dokładnie i połącz z resztą składników.

Wlej do brytfanny i piecz około 40 minut do czasu, aż wsadzony w środek patyczek wyjdzie czysty. Pozwól ciastu stygnąć 15 minut w foremce, następnie wyjmij go i studź na ruszcie. 

***

KALAMNIAKI - prawie jak ubijane ziemniaki,  ale lepsze;) (etap 3)
przep. Danielle Walker


5 ząbków czosnku
1 łyżka oliwy
1 główka kalafiora
3 łyżki masła klarowanego
1 łyżeczka soli
pieprz

Rozgrzej piekarnik do 220 C. W małym naczyniu skrop oliwą nieobrany czosnek, przykryj i piecz przez 15 minut. W tym czasie przez 10 minut podgotuj kalafiora rozdrobnionego na różyczki. Odcedź. Włóż do malaksera i zblenduj na gładko. Dodaj wyciśnięty z skórek pieczony czosnek, mleko migdałowe, masło klarowane i przyprawy, zblenduj ponownie. Jeżeli będziecie trzymać się dokładnie proporcji w tym przepisie, to danie wyjdzie pyszne.


***

ORIENTALNY KURCZAK (etap 3)


1 filet z kurczaka
sok wyciśnięty z 1 pomarańczy
1/3 szkl miodu
2 łyżki ketchupu SCD
1 szkl wywaru SCD*
1 łyżka oleju sezamowego
2 starte ząbki czosnku
1 cm tartego imbiru
łodyżka zielonej cebulki
sól, pieprz, chili do smaku

Kurczaka kroję w kostkę. Z reszty podanych składników robię marynatę i zostawiam w niej kurczaka na noc. Rano odcedzam na sitku, smażę. W osobnym garnuszku doprowadzam marynatę do wrzenia i delikatnie gotując redukuję tak długo, aż powstanie gęsty, zawiesisty sos. Pod koniec tego procesu, na około 5 minut przed wyłączeniem, dorzucam pokrojona drobno zielona cebulkę. Mięso polewam powstałym z marynaty sosem i podaję. Można też kurczaka ugotować w wywarze SCD zamiast smażyć, a potem pozostały wywar połączyć z marynatą.

*Wywar wtedy spełnia wymogi SCD jeżeli jest gotowany powoli w mięsie dowolnego rodzaju i warzywach dowolnego rodzaju (takich, które dopuszcza dieta - tu etapy nie mają znaczenia, bo warzywa odcedzamy), z wyjątkiem takich substancji jak kostki rosołowe, wszelka chemia, glutaminiansodu. Generalnie chodzi o to, abyśmy gotowali naturalnie, tak jakbyśmy nagle przenieśli się w 18 wiek, kiedy nie było dostępne nic chemicznego.

Wszystkie te potrawy są bardzo smaczne i Kacper zjada je z przyjemnością. Nie ma poczucia, że czegokolwiek mu brakuje, a ja mam spokój, że jeżeli ma swoje ciasto, to nie będzie myślał o tym zakazanym, leżącym na stole.

Miłego!

piątek, 7 listopada 2014

Naleśniki SCD

Dzisiaj będzie o naleśnikach. Co zrobić kiedy bardzo nam się ich zachciewa, a tu ani mąki, ani mleka użyć nie można? 

Były już na blogu takie bardzo proste naleśniczki, prezentowane przy okazji ruloników szpinakowych i są one całkiem w porządku, szczególnie gdy nie mamy innego wyjścia, bo jesteśmy na początkowych etapach diety. 

Te, które chciałam Wam dzisiaj pokazać, są lepsze, bardziej przypominają prawdziwe naleśniki, są naprawdę bardzo smaczne. Robi się je najlepiej w blenderze kielichowym. Nadają się do jedzenia solo, do zawijania w nie farszu, a nawet do zrobienia krokietów (tu do panierowania możemy użyć jajka i grubiej zmielonych migdałów w skórce). 

Przy okazji warto zapamiętać taką właśnie panierkę. Ja mam pod ręką zawsze duży słoik z grubo zmielonymi niełuskanymi migdałami i kiedy muszę opanierować jakiś kawałek mięsa na metoda dobrze się sprawdza. 

Zapraszam na przepis:


NALEŚNIKI SCD (etap3)

6  dużych jajek
200 ml mleka migdałowego
3 łyżki przesianej mąki kokosowej
2 łyżeczki roztopionego oleju kokosowego plus 2 łyżki do patelni
1/4 łyżeczki soli

Wszystkie składniki zblenduj dokładnie:





Odczekaj 10 minut, aby mąka kokosowa zdążyła wchłonąć nadmiar wilgoci. W tym czasie rozgrzej patelnię z powłoką nieprzywierającą np. teflonową. Tak, jak przy zwykłych naleśnikach, smaż jeden po drugim, dodając oleju kokosowego w razie potrzeby. Kiedy brzegi zaczną się unosić przewróć delikatnie łopatką na druga stronę




Proponowane rodzaje nadzienia do naleśników:
  • suchy ser twarogowy (niedługo na blogu o tym jaki jest dopuszczalny) wymieszany z żółtkami i miodem, bądź jogurtem i owocami
  • masło orzechowe i dżem SCD
  • mięso i kapusta
  • kapusta i grzyby
  • mięso, sałata, świeże warzywa, majonez lub ketchup SCD
  • banany, cynamon, przecierane jabłka



Chłopakom bardzo posmakowały, szczególnie Kacperek dopomina się ostatnio prawie codziennie o następne. Cieszę się, bo bardzo angażuje się do pomocy w kuchni. Wyraźnie taka praca go cieszy, a to zupełne przeciwieństwo Piotrka i Kamilka , bo oni nawet nie wiedzą co trzymam w której szafce. Ech...:)

Przepis :Against All Grain - Danielle Walker


Aaa...zapomniałam dodać, że w Tesco mają teraz super cenę na gęś. 7.99 za kg. Tak tanio jeszcze nie było. Nie mam dostępu do gęsi wiejskiej, więc kupuję w sklepie i wczoraj zapłaciłam tylko 39 zł. Tu o gęsi na blogu.


piątek, 31 października 2014

Mleka orzechowe

Co 2-3 tygodnie robimy sobie takie wspólne posiadówki i obieramy gorące migdały ze skórek (wcześniej zalewam je wrzątkiem na 5 minut, aby skórka łatwo odchodziła). Celowo nie kupuję blanszowanych migdałów, bo Kacperek bardzo lubi to zajęcie, ma przy tym obieraniu świetną terapię małej motoryki, a poza tym to naprawdę fajne, jak świetnie, wspólne zajęcie, jednoczy rodzinę. Siedzimy, jest wesoło, Kamil opowiada o szkole, podśpiewuje, pracujemy wspólnie i 2-3 kilo migdałów  obieramy na jednym posiedzeniu.




Mleko migdałowe zrobione z blanszowanych migdałów, wprowadzamy jako pierwsze i można to zrobić już na etapie 1, jeżeli ustąpiła ciągła biegunka lub stałe zaparcia. Drugimi  orzechami nadającymi się do robienia mleka na tak wczesnym etapie diety, są orzechy pecan. 

Oczywiście, mówię tu o mlekach zrobionych w domu. Te kupne, w kartonach, zawierają niedozwolone na diecie dodatki, nie mówiąc już o tym, że są droższe. Przy robieniu mleka migdałowego, ważne by dokładnie trzymać się przepisu, gdyż w przeciwnym razie może wyjść niesmaczne.

MLEKO MIGDAŁOWE (etap 1)

200g blanszowanych migdałów namaczamy na noc w 800 ml wody i  1/4 łyżeczki soli. Rano migdały płuczemy i wrzucamy do blendera. Zalewamy 800 ml świeżej wody mineralnej, znowu solimy 1/4 łyżeczki, dodajemy drobno posiekany 1 daktyl (dla lekkiego osłodzenia) i blendujemy na wysokich obrotach do dokładnego połączenia.  Przecedzamy przez gęstą szmatkę. Przechowujemy w lodówce max. do 5 dni. 

Od razu uprzedzam ewentualne pytania na temat daktyla, który jest suszony i wedle przyjętych zasad stanowi  ostatni etap diety. Przy takim zastosowaniu, nie bierzcie sobie tego specjalnie do serca, no chyba że zauważycie wyraźną reakcję, ale moim zdaniem jedna sztuka dokładnie zblendowana i przecedzona nie zrobi żadnej szkody.


W ten sam sposób można również zrobić mleko z nerkowców, orzechów laskowych, brazylijskich, kokosa, a pewnie nawet i włoskich, choć tego nie próbowałam. Nerkowce należy namaczać 4 godziny, a laskowe i brazylijskie nie muszą być w ogóle namaczane, gdyż nie zawierają inhibitorów enzymów, które powodują że produkt staje się trudniejszy w trawieniu. Także, gdy potrzebujemy mleko na szybko, te dwie ostatnie odmiany dobrze mieć zawsze pod ręką.

Na etapie 2 możemy wprowadzić mleko kokosowe, z nerkowców, orzechów laskowych, włoskich  i orzechów macadamia. No i pamiętajcie że na etapie drugim możecie już jeść masła orzechowe (unikajcie masła z orzeszków ziemnych, szkodzi wielu ludziom na SCD!)

Nie wyrzucajcie pulpy, która zostanie po odcedzeniu mleka. Zastąpi namoczoną bułkę do mielonych. Da się użyć jej jako zamiennik mąki orzechowej i jeśli przepis o nią woła, a podmienimy ją na pulpę, to też wyjdzie. Może efekt końcowy nie będzie taki ładny jak ten robiony z mąki orzechowej, ale smakowo jest w porządku, a niczego nie marnujemy. Ja zazwyczaj zamrażam w woreczku taką odciśniętą pulpę i wyjmuję gdy jest mi potrzebna. 

Jeżeli natomiast chcecie zrobić masło orzechowe w domu to najszybszym sposobem będzie zmielenie danej porcji orzechów w młynku. Takie zmielone orzechy wrzucacie do malaksera o małej misie i blendujecie na wysokich obrotach dolewając po troszkę oliwy z oliwek bądź oleju arachidowego. Dolewacie po odrobince tak długo, aż masło odpowiada Wam swoją konsystencją. Przed wyłączeniem dosalam je jeszcze do smaku i dorzucam łyżeczkę miodu. Chłopaki uwielbiają. 

Gdybyście w ten sam sposób  postąpili z całymi orzechami (nie zmielonymi uprzednio) to otrzymacie ziarniste masło orzechowe, ale takie to już jest zaawansowany produkt na  diecie (etap 4 ).


wtorek, 28 października 2014

Masterchefowy pasztet SCD!

Dzięki uprzejmości uczestniczki obecnego wydania Masterchefa, Dominiki Wójciak, dla mnie bezkonkurencyjnej, mamy następny, wspaniale wyglądający przepis na pasztet z dyni i soczewicy.

Jest to świeży przepis, który dopiero się pojawił. Biorę się lada dzień za jego wykonanie i domyślam się, że będzie niebiańsko dobry, skoro wyszedł spod ręki mistrzyni kuchni. 

Składniki do tego przepisu są akurat w sezonie, co jest dodatkowym argumentem do jego wypróbowania, a przepis stanowi etap 4 diety ze względu na zawartą w nim soczewicę. 

Zapraszam do wypróbowania przepisu, odwiedzenia bloga Dominiki i kibicowania jej na dalszych etapach konkursu:)

SCD PASZTET Z DYNI I SOCZEWICY (etap 4) 



1 szklanka ugotowanej, czerwonej soczewicy
2 szklanki dyni, startej na tarce o grubych oczkach
1 cebula
1 papryczka chili
2 cm korzeń imbiru
2 łyżeczki curry
4 łyżki masła lub oliwy
3 jajka
sól


Na maśle lub oliwie zeszklij posiekane drobno cebulę i chili. Dodaj imbir i dynię i smaż na wolnym ogniu, aż dynia zmięknie. Dopraw warzywa solą i curry i wymieszaj z soczewicą.  Gdy warzywa lekko przestygną, wymieszaj łyżką jajka i powstałą masę (będzie miała dość rzadką konsystencję) przelej do keksówki wysmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą (jeśli chcesz, by pasztet był SCD, formę obsyp mąką migdałową, z nerkowców lub orzechów włoskich). Piecz 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 C.

***

Na SCD curry musimy zrobić sami. Mieszamy w równych proporcjach kolendrę, czosnek, imbir, chili, pieprz, cynamon, goździki mielone, gałkę muszkatułową, kardamon i kminek, a potem do tego wszystkiego dosypujemy równowartość 1/3 całości - kurkumę.


Dziękujemy Dominika!
Dopisuję, że można Cię znaleźć na Facebooku jako Dominika Wójciak:)


czwartek, 23 października 2014

Grzanki



Dzisiaj przyleciały gawrony.

Brutalnie przypomina mi to, że lato się skończyło. 

Zimową porą, mamy w domu taki zwyczaj, który funkcjonuje już od lat, że wieczorami, gdy dzieci już śpią, Piotrek bardzo lubi podjadać ostre grzanki. 

Kupuję trzy bagietki, czekam aż podeschną 3-4 dni. Siadamy w jeden wieczór i kroimy je razem w drobną kostkę. Potem dalszą cześć pracy robię już sama według określonego przepisu. Pyszna pochrupanka do podjadania. No, może nie najzdrowsza i na pewno nie SCD, ale czasem, szczególnie gdy dzieciaki nie widzą, przymykamy oko i pozwalamy sobie na tradycyjne jedzonko.

Te ostre grzanki przydają się, gdy przyjdą na piwo znajomi. Kacperek też bardzo je lubił, zanim rozpoczął dietę.

Ostatnio, jako że zaczął się sezon, robiłam następna porcję i zaczęłam rozmyślać, jak by tu wymyślić wersję SCD dla Kacperka, no i oczywiście dla Was. 

Pomyślałam, poszperałam w sieci. Rano obudziłam się z gotowym pomysłem - czasem i mnie się zdarza;)  i voila!:



Pamiętacie jak podawałam przepis na chleb fasolowy? Tym razem wykorzystuję ten sam przepis, jednak chleb nie jest pieczony w piekarniku, a mikrofali. Daje to zupełnie inny efekt.

Przypominam skład:

  • 4 jajka
  • 250 g fasoli dozwolonej (klik!) na SCD 
  • 2 łyżki miodu (lub mniej)
  • 1 łyżeczka sody
  • 1/4 łyżeczki soli
Szczegółowy przepis na chleb jest tutaj  (klik!). Tym razem jednak chleba nie wkładamy do piekarnika, tylko do 2 plastikowych pojemniczków o pojemności 0.75 litra i mikrofalujemy 10-12 minut. Oto efekt:



Taki chleb bardzo dobrze nadaje się do tostera.

Ja jednak dla potrzeb tego przepisu, po 3-4 dniowym wyschnięciu, kroję go  na grzanki. Po podpieczeniu w piekarniku są to grzanki bezsmakowe, czyli będą  świetnie sprawdzać się wszędzie tam, gdzie grzanek potrzebujemy. Do zup, do nadzienia indyka, do zagęszczenia sosów mięsnych.


Żeby zrobić ostre grzanki, takie jakie my  jadamy zimą, zawinięci w koc przy dobrym filmie:), postępujemy według poniższego przepisu. 

Podaję ilość na 4 szklanki grzanek (wszystko proporcjonalnie zwiększamy wedle potrzeby):

1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka pieprzu
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
1/2 łyżeczki papryki słodkiej 
2 łyżeczki suszonej pietruszki
1 łyżeczka suszonej bazylii
2 łyżeczki czosnku granulowanego lub 2 łyżeczki roztartego z solą przetartego czosnku
100 ml oliwy z oliwek

Podane składniki mieszamy w dużej misce i do wymieszanych wsypujemy grzanki (przed podpiekaniem w piekarniku). Obracamy wielokrotnie, tak aby jak najdokładniej pokryć wszystkie przyprawami, po czym rozłożone  swobodnie na  blasze wsadzamy do piekarnika 180 C / 20 -30 minut. Po ostudzeniu zamykamy w szczelne opakowanie.

Najlepsze są na drugi dzień kiedy nabierają "mocy", ale ja robię duże ilości i z doświadczenia wiem, że są bardzo dobre przez miesiąc, dwa. Potem łapią wilgoć i to znak, że pora na nowe. 




sobota, 18 października 2014

SCD Zupa z dyni piżmowej z azjatyckim akcentem

Teraz jesienią, co rusz możemy natrafić na przepisy wykorzystujące w swoim składzie dynię, pojawia się mnóstwo zup, ale nam żaden z nich nie podszedł tak jak ten, który dzisiaj Wam pokazuję.

Wyszperała go gdzieś moja mama. Jest z nami już od kilku lat, a niedawno uświadomiłam sobie, że to przecież przepis SCD, bo spełnia wszystkie wymogi diety. Mniam!!


Do tej zupy kupcie dynię piżmową. Zwykła też może być, ale sugeruję jednak piżmową, tym bardziej że jest już w dużych sklepach, a będzie jej coraz więcej, im głębiej posuniemy się w jesień. Dynia piżmowa wygląda tak:


Jeżeli jest dojrzała, to po przekrojeniu pachnie arbuzem. Cały ten zapach  ulatnia się jednak w procesie obróbki.

Dynię piżmową można uprawiać w Polsce. Mama wysiewa w marcu pestki do doniczek, a po majowych przymrozkach przenosi je do gruntu i jesienią zbieramy piękne dynie piżmowe. W zeszłym roku dostałam od niej ponad sześćdziesiąt. W salonie stały do grudnia i dekorowały pokój, były sukcesywnie jedzone. Potem musiałam je pokroić i zamrozić (mrożą się świetnie). Jedliśmy je do końca wakacji.

W tym roku niestety większość zjadły ślimaki i przez to, że lato było mokre, to urodzaj jest mniejszy.




SCD ZUPA Z DYNI PIŻMOWEJ (etap 3)



1.7 kg dyni piżmowej pokrojonej w kostkę
2 średnie cebule
0.5 kg marchewki
2.5 litra wywaru SCD 
sok świeżo wyciśnięty z 2 pomarańczy
2 łyżki masła klarowanego
świeży tarty imbir (najlepiej go zamrozić i wtedy bardzo łatwo się ściera)
300 ml mleka kokosowego (na SCD robimy sami lub używamy tego:


3 łyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz do smaku
opcjonalnie: posiekana kolendra, łosoś lub posiekane grubo orzechy włoskie

Na maśle i oliwie podsmażamy pokrojoną cebulę, a następnie pokrojona w większą kostkę marchewkę i dynię. 


Gdy zmiękną zalewamy wywarem. Lekko gotujemy, aby stały się miękkie na tyle, aby łatwo je zmiksować. 

Blendujemy. 

Dolewamy sok z pomarańczy, mleko kokosowe. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz ścieramy do zupy imbir. My dajemy go dużo, bo uważam że robi świetny smak tej zupy. Ma być wyraźnie wyczuwalny (u nas około 4-5 łyżek). 

Gdyby zupa wyszła Wam zbyt gęsta najlepiej rozrzedzić ją wywarem ewentualnie sokiem z pomarańczy. 

Kacperek lubi gdy wrzucę do tej zupy pokrojonego w kostkę pieczonego w folii łososia lub posiekane orzechy. My lubimy ją ze świeżą kolendrą. 


Smacznego!




wtorek, 14 października 2014

Kolejny niezaprzeczalny fakt, który też będą chcieli zamieść pod dywan






Przyjrzyjcie się dobrze zdjęciu zamieszczonemu powyżej. Widzicie przed sobą nową ulotkę do szczepionki na DTaP (błonica, tężec, krztusiec). Amerykańska Izba Kontroli Leków FDA (Food and Drug Administration) w ulotce informacyjnej dołączonej do szczepionki oficjalnie przyznaje, że jednym ze skutków ubocznych tego szczepienia jest autyzm



Nie od dzisiaj wiadomo, że DTaP (wprowadzona: 1996 r ), a wcześniej jeszcze groźniejsze DTP to szczepionka, która odpowiada za największą liczbę powikłań na świecie. 

Oficjalnie podaje się, że w 1 : 10 000 przypadków po przyjęciu szczepionki następuje zgon. 

DTP (1946 r) była pierwszą na świecie szczepionką połączoną, zawierając w jednej dawce trzy szczepy chorobowe. Powodowała tak wiele powikłań, że wycofano ją z rynku, zamieniając na bezpieczniejszą DTaP. 

Owa "bezpieczniejsza" wersja jest tak bezpieczna, że po najbardziej podejrzanym o wywoływanie autyzmu MMR (odra, świnka, różyczka), DTaP plasuje się na drugim miejscu w tym niechlubnym rankingu. Osobiście mam koleżankę, która twierdzi że u jej córeczki autyzm regresywny rozpoczał się po szczepieniu DTaP, a MMR tylko pogłębiło problem. 

Osoby chętne do obejrzenia opartego na faktach fabularyzowanego filmu  na temat autyzmu i szczepionki MMR zapraszam tutaj.

poniedziałek, 13 października 2014

Żeberka w zaiście pysznej marynacie:))

Uraczyliśmy się wczoraj rozpływającymi się w ustach wspaniałymi, aromatycznymi żeberkami. Wymagają bardzo mało pracy, a są pysznym posiłkiem na chłodne dni. Przy zachowaniu kilku poniższych zasad będą w pełni SCD. Kacperek zajadał się nimi aż mu się uszy trzęsły. Zróbcie je, są mega!

Marynata do żeberek SCD

1/2 szkl SCD ketchupu przepis (klik!)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 liść laurowy
1 łyżka musztardy (bez cukru!)
1/2 łyżeczki soli
1 ząbek czosnku (przetarty)
1 łyżka papryki słodkiej
1 łyżka świeżo startego imbiru
1/2 łyżeczki chili
1 łyżka miodu

Ta ilość marynaty starczy na 1 kg żeberek, jeżeli macie więcej mięsa ilość pomnóżcie. Sklepowe marynaty typu barbecue, pełne chemii, przy tej się chowają.


Wszystko mieszamy i smarujemy  marynatą żeberka. Wsadzamy do żaroodpornego naczynia, w który  będziemy je piekli, na wierzch wykładamy suszone śliwki i pokrojoną w piórka połowę cebuli, przykrywamy i odstawiamy w chłodne miejsce na noc.

Następnego dnia, na przygotowane wcześniej żeberka, wykładamy odciśniętą kapustę kiszoną, delikatnie polewamy po wierzchu oliwą z oliwek i wsadzamy pod przykryciem, do rozgrzanego do 180 C piekarnika na 2- 2.5 godziny. 


Bardzo dobrze do tego smakuje piwo, ale ciii ;) Podeszłoby to świetnie na  Okroberfest... no ale, na SCD piwa nie wolno!



piątek, 3 października 2014

Czy dieta SCD jest droga?

Zauważyłam ostatnio, że często kiedy rozmawiam z kimś na temat diety SCD pojawia się obawa lub pytanie dotyczące kosztów diety. 

Zupełnie mnie to nie dziwi, gdyż zdaję sobie sprawę, że macie obawy, a przeglądając przepisy jakie pojawiają się tu ostatnio, można dojść do wniosku, że to dieta dla wybranych, tych żyjących lekko, z wypchanymi portfelami. 



Postanowiłam bliżej przyjrzeć się tej sprawie. Patrząc na swój budżet domowy nie zauważyłam żadnej specjalnej różnicy w wydatkach na żywność odkąd powróciliśmy do diety w marcu. 

My, jako czteroosobowa rodzina, jesteśmy na diecie wszyscy. Oczywiście pod nieobecność Kacperka to i owo wpadnie spoza diety, jednak do czasu jego powrotu do domu, wszystko zakazane  musi  z niego zniknąć. Taką przyjęliśmy zasadę.

Po pierwsze, łatwiej mi gotować jeden rodzaj obiadów dla wszystkich, a po drugie i chyba najważniejsze, nie chcę czynić różnicy między moimi dziećmi i faworyzować jedno kosztem drugiego. 

Kamilek dobrze wie, że w naszym domu takie słowa jak nutella, czekolada, drożdżówka, Mc Donald's  i tym podobne nie istnieją.

Kilka lat wcześniej, gdy stosowaliśmy dietę po raz pierwszy, był na niej tylko Kacper. Kamil był jeszcze w pieluchach, a my potrafiliśmy kombinować przy dwójce małych dzieci.

Ja nie pracuję. Poświęciłam się opiece nad Kacperkiem i dowozom go do szkoły oddalonej o 20 km o różnych porach dnia, terapiom  oraz ....tak, właśnie....gotowaniu.

Tu muszę przyznać, że dieta wymaga ciągłego gotowania. Nie kupimy gotowych produktów  w sklepach. Wszystko trzeba zrobić samemu. Jest przez to dużo zdrowiej - eliminujemy prawie całą chemię z żywności.

Bywa jednak, że starcza czasu na rodzinne wycieczki;)



Ja się śmieję, że moim następnym zakupem będzie obrotowe krzesło na kółkach do kuchni, bo co wieczór już nóg nie czuję od ciągłego stania przy garach. Tak to niestety wygląda. Mam dni załamki, ale wiem że robię to dla zdrowia Kacperka  i wierzę w to, że na ten świat nie przyszliśmy po to, aby przeżyć życie łatwo, lekko i przyjemnie, ale żeby dać świadectwo. 

Są okresy, że wpadam w wir gotowania, prawdziwą pasję i wtedy robię taki maraton, że potem dwa, trzy dni odpoczywam. Da się przyzwyczaić. Nie jest tak źle;)

No, ale mieliśmy rozmawiać o kosztach diety.  

Pomyślcie: Na SCD nie wolno wydać Wam pieniędzy na żadne mąki, cukier, kakao, kasze, ryże, makarony, słodycze, lody, pieczywo, ziemniaki, wędliny, margaryny, przetwory kupne, soki, napoje, piwo, gumy, garmażerkę, praktycznie na żaden produkt gotowy. Przestajecie kupować jedzenie w budkach na mieście, w restauracjach, zamawiać pizzę czy kurczaki przez telefon czy popcorn w kinie. Pomyślcie sobie, ile miesięcznie na to wszystko idzie pieniędzy. 

Ten koszt odpada. 


Dieta SCD podzielona jest na 6 etapów. Na pierwszych trzech jecie produkty, które kosztują bardzo niewiele. Jajka, kurczak, marchewka, fasolka szparagowa, jabłko, gruszka, banan plus kilka innych równie tanich produktów. Z pewnością na takim menu pozostajecie 2-3 miesiące. 

Kiedy ten okres dobiega końca, macie już jasny obraz sytuacji, czy dieta w Waszym przypadku działa czy nie. To, w zasadzie, można już określić po jednym miesiącu fanatycznej dokładności w przestrzeganiu reguł diety. 

Dlaczego masz nie dać swojemu dziecku tej szansy? Czy spojrzysz sobie w oczy i zaśniesz spokojnie wiedząc, że właśnie czytasz o czymś, co może odmienić życie Twojego dziecka, ale Ty nie podjęłaś tej próby z wygody lub ze strachu? 
Czy myślisz, że traciłabym czas na pisanie bloga ślęcząc godzinami nad jego redagowaniem, gdybym nie wierzyła w to, o czym piszę? Gdybym nie miała w sobie misji odmieniania życia kolejnych  chorych dzieci? 

Ja nie jestem doskonała. Piotrek przekonywaŁ mnie kilka miesięcy, że powinniśmy wprowadzić SCD u Kacperka. 

Zapierałam się. Bałam się tego, że nie będę wiedziała co dać mu jeść. Bałam się, że popełnię błędy, których na tej diecie popełniać nie wolno, bo rujnują włożony wysiłek. Nie miałam nikogo, kto by mną pokierował, dał wskazówki. Musiałam szukać i uczyć się diety na własną rękę. Nie było stron czy blogów, które ułatwiłyby mi to zadanie. Bałam się, że w szkole nie potraktują mnie poważnie i nie upilnują Kacperka przed jedzeniem ze stołówki.

Znalazłam w sobie tą siłę, bo nie ma na tym świecie dla mnie nic ważniejszego, niż dobro moich dzieci. Autyzm to taka choroba, że czym dziecko starsze to tym mniej można zrobić, aby mu pomóc. Zegar tykał. Nie chciałam tracić ani chwili więcej czasu i zaczęłam w przypływie emocji, z marszu, zupełnie nie przygotowana. 

Jeżeli chcecie potwierdzenia tych słów, to wystarczy zajrzeć na początek bloga. Trzeci dzień na diecie to była Wigilia. Nikt planowo nie zaczyna diety w przeddzień największej w roku roboty w kuchni i myślenia o Świętach. 

Udało się:) Początek jest o tyle łatwy, że mamy z góry narzucone, jakie jedzenie możemy podać. Gotujemy gar rosołu i przez pierwsze 2-5 dni bazujemy na nim i na jajkach.  Zajrzyjcie do etapu intro po dokładne wskazówki na ten czas. 

Przypadek sprawił, że krótko przed rozpoczęciem diety Kacperek miał robioną biopsję jelit z gastroskopią i kolonoskopią w narkozie i w ramach przygotowań do tego zabiegu przez trzy dni poprzedzające, mógł wyłącznie pić płyn elektrolitowy, a w dniu zabiegu musiał być kompletnie na czczo. 
Wyobraźcie sobie, że to były trzy najlepsze dni od początku choroby. Kacper był bystry, obecny, współpracujący, reagujący trafnie i szybko. Kiedy powiedziałam o tym naszemu gastrologowi Dr Krigsmanowi, tylko się uśmiechnął i powiedział:

" Proszę Pani, objawy autyzmu biorą się z jedzenia. Gdyby Kacper był moim dzieckiem, to przykułbym go do kaloryfera gdyby sytuacja tego wymagała i przez dwa lata karmił wyłącznie pozajelitowo kroplówką. Gwarantuję Pani, że przy wyeliminowaniu zatruwania mózgu i całego ciała źle trawionym jedzeniem, dziecko po czasie dochodzi do siebie. Kacperkowi jednak tego zrobić nie mogę,  bo prawo tego kraju zabrania takich praktyk. "

Te słowa bardzo dały mi do myślenia i myślę, że były głównym impulsem do rozpoczęcia diety. 

No właśnie...


***

Wracając jednak do pieniędzy. Większe koszty diety pojawiają się, gdy w etapie drugim  zaczynają być wprowadzane masła orzechowe, a w etapie trzecim mąki orzechowe. Potem nasiona i owoce suszone, na koniec fasole. Weźcie jednak pod uwagę, z jak dużych kosztów zeszliśmy przestając kupować zwykłe jedzenie. Myślę, że wychodzimy w tej sprawie na zero.

Jednocześnie nie mogę nie zwrócić tu uwagi na fakt, że kuchnia, musi być w przypadku  SCD dobrze wyposażona. Jeżeli więc taka nie jest, to rzeczywiście z tym będzie wiązał się niemały koszt. Co jest nam potrzebne?

  • zamrażarka - cudownie byłoby, gdybyśmy mieli dużą zamrażarkę, niesamowicie ułatwia pracę, gdyż robiąc wszystko w podwójnych ilościach oszczędzamy sobie kawał czasu i pracy
  • blender kielichowy
  • blender ręczny
  • malakser
  • robot kuchenny
  • sokowirówka
  • jogurtownica lub przy jej braku możemy do robienia jogurtu użyć piekarnika (nowszego typu), poduszki elektrycznej lub wysokiej szczelności termosu
  • termometr do żywności
  • młynek do kawy (będziemy w nim mielić orzechy na mąkę, oczywiście można kupować gotowe mąki, ale wychodzi to dużo drożej)
  • dehydrator lub suszarka do grzybów (bardzo przydatna do robienia chipsów lub przypraw), na allegro widziałam suszarki poniżej 100 zł.
  • obieraczka do warzyw
  • filtry do kawy
  • gęsto tkana ściereczka
  • brytfanny, garnki, patelnie, sitka itp
Z wyżej wymienionych rzeczy, niezbędnym minimum będzie któryś z blenderów, malakser, coś do robienia jogurtu, i młynek do kawy. Nie wszystkie z tych rzeczy potrzebne są  też od razu.

Powinnam była jeszcze napisać o tym, że dieta leczy sama w sobie. Pozwala przestać brać drogie leki, zastępuje je. To też wpływa na obniżenie kosztów. Oczywiście nikogo nie namawiam, aby przestał słuchać lekarza i odstawił lekarstwa. Jeżeli poczytacie tego bloga dokładniej, zrozumiecie moje stanowisko w tej sprawie.
Leki mają w większości przypadków w składzie wśród substancji nieaktywnych takie produkty, które niweczą działanie diety. Elaine Gottschall, prekursorka diety wyraźnie podkreślała, że tego typu leków nie można przestać brać z dnia na dzień, wycofywać je można wyłącznie stopniowo i pod kontrolą lekarza. Czasem są też niezbędne, bo stan jest tak poważny. Zapewniam jednak, że dieta leczy i w biegiem czasu wyleczy przy dokładnym przestrzeganiu jej zasad. W sprawie konkretnych przypadków zapytajcie, postaram się pomóc. 

***

Przemyślcie sobie ten temat. Dieta SCD nie pomaga wszystkim dzieciom z autyzmem. Pomaga jednak bardzo wielu. Dajcie sobie trzy miesiące czasu. Prawdopodobnie po tym czasie nie będziecie już chcieli wrócić do starego sposobu odżywiania. Gdybyście nie widzieli jednak żadnej różnicy w zachowaniach dziecka, to z czystym sumieniem dietę przerwiecie, bo będziecie mieli już pewność, że to nie droga dla Was.

Trzy miesiące. Potraficie tyle zrobić dla swojego dziecka?




czwartek, 25 września 2014

Batoniki granola - w pełni SCD

Mam dla Was następną propozycję na przekąskę dla dzieci do szkoły czy przedszkola.  Można też zabrać ją ze sobą w biegu do pracy, wrzucić do torebki na szybko, w zasadzie mieć gdziekolwiek pod ręką, aby gdy złapie niespodziewany głód móc nasycić się małym, ale wysokoenergetycznym i super zdrowym batonem granola.

Zjecie coś, co nie ma w sobie żadnej chemii ani cukru, za to mnóstwo witamin i minerałów pochodzących z natury. 

Sam proces przygotowania trwa krótko, musicie tylko wcześniej namoczyć przez kilka godzin suszone owoce. 

Zapraszam:


SCD BATONY GRANOLA (etap 5)
(Potrzebujemy malakser i matę silikonową)

1 grupa składników:
  • 1/3 szklanki miodu
  • 1/3 kostki masła (przy stosowaniu SCD ze wzgędu na autyzm, sugeruję zamienić masło na masło klarowane)
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 1/4 łyżeczki soli


2 grupa składników:
  • 1 szklanka orzechów włoskich
  • 1 szklanka blanszowanych migdałów
  • 1/2 szklanki pestek dyni
  • 1/2 szklanki pestek słonecznika
  • 20 suszonych daktyli (przy SCD kupujemy wyłącznie takie nieposklejane ze sobą i sprawdzamy na opakowaniu czy nie mają dodatku cukru)
  • 20 suszonych moreli
  • 20 suszonych śliwek
Suszone owoce namaczamy przez około 6 godzin (a w zasadzie do czasu gdy zmiękną i dadzą się łatwo pokroić). 

Do malaksera wrzucamy migdały i pestki z dyni, pulsujemy kilkukrotnie, po czym dorzucamy pozostałe nasiona i orzechy. Pulsujemy do mocnego rozdrobienia. Batony tylko wtedy się nie rozpadną jeżeli orzechy będą drobno zmielone. Wyjmujemy do dużej miski. 




Następnie drobno kroimy suszone owoce i dodajemy do orzechów. Mieszamy.




Do malaksera wrzucamy teraz składniki z grupy 1. Blendujemy tak długo, aż masa przybierze konsystencję lekkiego kremu (około 3 minuty).



Wszystkie składniki łączymy i bardzo dokładnie mieszamy razem. Najlepiej zrobić to czystą ręką. 
Uzyskaną masę wykładamy na matę silikonową.




A następnie formujemy z niej równy prostokąt o wysokości 1.5 cm.
Dobrze jest go ubić łopatką, aby zagęścić orzechy.




Wkładamy do rozgrzanego do 180 C pieca i pieczemy do zbrązowienia brzegów tj około 15 - 20 minut. Nie podaje dokładnego czasu, gdyż każdy piekarnik piecze troszkę inaczej. U mnie było to 18 minut. 

Batony można kroić dopiero, gdy całkowicie wystygną, a najlepiej  jak trochę przed krojeniem poleżą w lodówce.  Trzymajcie tam ich zapas, a porcje do szkoły sugeruję podawać w małym sztywnym pojemniczku, zapobiegnie to łamaniu się batoników. 


 Z Kacperkiem w tle:) Ostatnio ustawia się do wszystkich zdjęć:)



Przepis inspirowany The Tasty Alternatives



niedziela, 21 września 2014

Muffiny owocowe SCD

Na ten weekend zrobiłam chłopakom nowe muffiny. Przepis jest częściowo z internetu, ale nie byłabym sobą gdybym go nie zmodyfikowała. Po prostu lubię bawić się kuchnią, a robienie czegoś ściśle według przepisu nie leży w mojej naturze. 


Nie są skomplikowane, jednak potrzeba do nich kilku składników, które nie zawsze są pod ręką, szczególnie w wersji SCD. Przyznam, że w przepisie tym wykorzystałam moje letnie zbiory owoców. Cały sezon każdy owoc jaki wpadł mi w ręce przerabiałam na przetwory spełniające wymogi diety. Żadna filozofia: owoce plus miód, do słoiczka i 15 minut pasteryzacji. Teraz do tych muffinów są jak znalazł.

Celowo posłużyłam się dwoma różnymi kolorystycznie: brzoskwinie i truskawki, tak aby całość wyglądała ciekawiej i miała większe bogactwo smaku. Jednak tu pozostawiam dowolność, użyjcie takie owoce jakie macie pod ręką, mogą być jabłka, gruszki, mango, śliwki, cokolwiek. 

No, a Ci szczęśliwcy z Was, którzy dietą SCD nie muszą się przejmować, mogą po prostu użyć dwóch zwykłych deserów owocowych czy nawet dżemów. 

Jak zapewne się już domyślacie, muffiny te nie zawierają mąki, proszku do pieczenia, ani cukru, dlatego też nie spodziewajcie się, że wyrosną jak szalone.

Po upieczeniu są wilgotne. Sugeruję trzymać je w lodówce, choć zapewne długo tam nie poleżą. Ja muszę wydzielać, bo mam nadzieję, że zostanie choć 2 na poniedziałek do szkoły. Szanse marne, ale nie tracę nadziei:)


MUFFINY OWOCOWE SCD (etap 4)


3 jajka
1/2 szkl brzoskwiń ze słoiczka ( ja użyłam takie gotowane brzoskwinie z odrobiną miodu)
1/3 szkl oleju z pestek winogron
1/3 szkl miodu
1 łyżka SCD ekstraktu z wanilii (do zobaczenia w tym poście klik!)
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 - 1 szkl mąki kokosowej czyli zmielonych wiórek kokosowych (zaraz opiszę dokładniej o co chodzi)

Na krem:
1/2 szkl innych owoców ( ja użyłam gotowane truskawki z odrobiną miodu, takie z przetworów)
1 łyżka mąki kokosowej do zagęszczenia


W malakserze mieszamy pierwsze siedem składników. Dosypujemy mąkę kokosową na tyle, aby ciasto przybrało konsystencję gęstego ciasta na naleśniki. Odkładamy na bok, to musi poleżeć kilka minut. 

Do zrobienia mąki kokosowej fajnie jest użyć młynka do kawy i zmielić w nim wiórki. 

Następnie przygotowujemy krem. Nic prostszego. Owoce mieszamy z łyżką mąki kokosowej, aby zgęstniały.



Do papilotków nakładamy do połowy ciasto, na to nakładamy łyżkę kremu i całość przykrywamy druga połową ciasta. 



Wkładamy do rozgrzanego do 180 C piekarnika na 20-25 minut. 


Są pyszne do kawy:)

sobota, 20 września 2014

Metoda poduszki elektrycznej

Dotychczas pisałam o robieniu jogurtu SCD w jogurtownicy lub  w termosie.  Informacje na ten temat znajdziecie po prawej stronie w dziale "etykiety" pod pozycją "jogurt". 

Dzisiaj  chciałam napisać Wam o następnej metodzie robienia jogurtu. Nie testowałam jej, ale jak czytam, część osób ją stosuje z powodzeniem, więc dlaczego nie spróbować?

Metoda ta wykorzystuje poduszkę elektryczną:


Oto w jaki sposób można otrzymać jogurt spełniający wymogi diety za pomocą takiej poduszki.

Podgrzewamy mleko do temperatury 82 C, a następnie schładzamy do temperatury 43 C. Proces ten możemy przyspieszyć, wstawiając garnek z gorącym mlekiem do zlewu napełnionego do jednej trzeciej wysokości zimną wodą. Oczywiście posługujemy się cały czas termometrem.

Do ostudzonego mleka dodajemy starter zaaprobowany na diecie SCD choćby ten (klik!), mieszamy. 

Ważną sprawą jest, aby w miarę możliwości uwzględnić w starterze wszystkie trzy szczepy bakterii istotne na diecie SCD. Powinien znaleźć się w nim Lactobacillus Acidophillus,Streptococcus Thermophilus, Lactobacillus Bulgaricus. Ja używam startera z Serowara i w związku z tym, że nie ma on kultur Lactobacillus Acidophillus to ten ostatni dodaję poprzez 1 łyżeczkę sklepowego naturalnego gęstego jogurty z Bakomy.

Garnek z mlekiem kładziemy na poduszkę elektryczną, ustawiamy na wysoką moc grzania, (aby temperatura była dostatecznie wysoka może trzeba będzie ściągnąć flanelową poszewkę z poduszki), garnek owijamy folią aluminiową, a przez jej warstwę przebijamy sondę termometru. 



Przy pierwszej próbie robienia jogurtu trzeba będzie ciągle podchodzić i sprawdzać wysokość temperatury i ewentualnie obniżać lub podwyższać moc grzania poduszki. Z biegiem czasu nabierzecie wprawy. 

Przypominam ze przez 24 godzimy temperatura jogurtu musi oscylować w widełkach pomiędzy 38-43 C. Jeżeli wzrośnie powyżej, jogurt jest do wyrzucenia, bakterie zginą, a laktoza pozostanie nie strawiona w mleku. Nic już nie pomoże.

Jeżeli zaś temperatura spadnie poniżej 38 C to trzeba ją podnieść i do czasu 24 godzin doliczyć dodatkowo czas, w którym temperatura miała niższą wartość. W ten sposób uratujemy jogurt. Pamiętajcie jednak, że łączny czas robienia jogurtu nie może przekroczyć 30 godzin. 


Po upływie całego wymaganego czasu jogurt przekładamy do czystego naczynia, na przykład słoika i wsadzamy do lodówki. W takiej formie może stać tydzień. Możecie również wylać go na sitko wyłożone gęstą szmatką i po 12 godzinach będziecie mieć domowy serek, którego my używamy do smarowania pieczywa Kacperka. W garnku natomiast zbierze się genialna w trakcie przeziębienia serwatka. Gdy jogurt będzie odciekał na sitku warto go kilka razy przemieszać łyżką, aby stał się bardziej gęsty.